(c)
Szablon wykonany przez Renfri przy pomocy: 1, 2, 3, 4.
Zapraszam na drugie opowiadanie: DROGA DO CIEBIE

ROZDZIAŁ PIERWSZY


― Dobrze. Wiem przecież ― marudził Harry, próbując wyrwać się z matczynych uścisków. Uchylił głowę przed ręką mierzwiącą jego włosy i skrzywił się, gdy mama znów zaczęła zagarniać go w objęcia.
― Zawsze tak mówisz, a potem znów i tak dostaję listy od Minerwy, że coś zbroiłeś ― zmartwiła się Lily. Patrzyła na syna zatroskana, jakby to miało być ich ostatnie spotkanie.
― Daj spokój, mamo ― powtórzył i wszedł do pociągu. Wciągnął za sobą wielki, czarny kufer, po brzegi wypełniony książkami i nowymi szatami. W ostatnim czasie Harry’emu przybyło sporo centymetrów, więc tegoroczną wycieczkę na ulicę Pokątną mama urozmaiciła mu kilkugodzinną przymiarką u Madame Malkin. Zrobiło mu się niedobrze na wspomnienie kobiety, która magicznie operowała szpilkami niebezpiecznie blisko jego strategicznych miejsc. 
Gdy wyjrzał z powrotem na peron przez okno w przedziale, szybko odszukał wzrokiem długie, kasztanowe włosy matki. Pomachał w stronę rodziców, a oni podeszli do niego bliżej, żeby nie musiał już wychodzić na zewnątrz. 
― No już, Lily, bo jest za pięć. ― James dalej uspokajał żonę. ― Wiesz, że i tak nie usiedzi w miejscu, jak mu coś wpadnie do głowy. 
― Jest dokładnie taki jak ty, a w ogóle się tym nie przejmujesz! ― zaperzyła się. 
― Teraz to dopiero będzie miał okazję być jak ja!
Lily zmierzyła męża ostrym spojrzeniem i zobaczyła na jego ustach łobuzerski uśmiech. 
― Nie... ― Jej oczy rozszerzyły się w zdumieniu połączonym z niedowierzaniem. ― Nie zrobiłeś tego! 
― Czego nie zrobiłem, kochanie? 
― Nie dałeś mu...
― Ja zmykam, bo widzę Neville’a. Eee, pozdrówcie jego rodziców, pewnie wpadniecie na nich przy wyjściu. Tato, karm Pana Kota, bo Syriusz się w końcu wścieknie, jak go zagłodzisz na śmierć i żadne huncwockie koneksje ci nie pomogą. Lecę, cześć! ― powiedział Harry i zniknął czym prędzej w pociągu, aby uniknąć dalszego słuchania słownych przepychanek rodziców. Zamknął okno w przedziale i zajął się umieszczaniem kufra na półce nad siedzeniami. 
Zachichotał w duchu, przypominając sobie oburzoną minę mamy. W co ta kobieta wierzyła? Że tata nie da mu peleryny i mapy przynajmniej na ostatnie dwa lata nauki? W końcu zawarli pakt, a to zobowiązuje. Ojciec nie mógł się z tego wymigać i Harry’emu właściwie zdawało się, że nawet nie chciał. Że ta ich umowa to tylko taka przykrywka wychowawcza albo może jakiś hak na mamę, gdy sprawa wyjdzie na jaw, tak jak dziś na peronie: że niby dostał pelerynę dopiero teraz, gdy już trochę dojrzał. 
Zacisnął w kieszeni dłoń na pergaminie i znów się zaśmiał, tym razem ― jak się okazało ― na głos. 
― Jesteś szalony ― usłyszał słowa dochodzące z boku. 
Obrócił się szybko i zobaczył trochę wyższego od siebie chłopaka. W zdziwieniu obserwował, jak tamten przeczesuje dłonią swoje niezbyt krótkie, ciemne blond włosy i wykrzywia usta w znanym Harry’emu grymasie. Wyglądał znajomo, a jednocześnie był jakiś inny...
― Gadasz do siebie, Potter. 
― Na gacie Merlina, Neville!
― Zaraz za mną idą Susan i Hermiona, więc posuń swój zacny zadek, gumochłonie.
Harry przesunął się pod okno, żeby zrobić miejsce dla trójki przyjaciół, którzy szybko umościli się na pozostałych siedzeniach. Hogwart Express powoli ruszał i chłopak zorientował się, że nie pomachał na pożegnanie swojej nadpobudliwej mamie, więc będzie musiał szybko naskrobać jej jakieś przeprosiny po rozlokowaniu się w dormitorium. Hedwiga się na niego wkurzy, że już pierwszego dnia każe jej robić bezsensowne kursy i wracać do domu, ale chyba wolał obrażone pohukiwanie swojej sowy niż tyradę i słodki rewanż Lily. Oj tak, jego mama była słynna ze swoich okrutnych zemst. 
― Susan, spójrz, co się stało z naszym Neville’em ― zauważyła Hermiona. ― Prawie widzę jego kości policzkowe. Rodzice nie dawali ci nic do jedzenia? 
― Bardzo śmieszne. Widzę, że przez wakacje wyostrzył ci się języczek, kujonico. Wzięłabyś przykład z Bonesówny i zachowywała się porządnie, z szacunkiem, jak przystało się zwracać do czystokrwistego czarodzieja. 
― Uważaj, Herm ― zachichotała Susan. ― Chyba ktoś spędził za dużo czasu w wakacje w Dworze Malfoyów, bawiąc się w piaskownicy z swoim najlepszym przyjacielem.
― Prawdą jest, że kompletnie się zmienił. Nie wiem, czy rozpoznałabym go na ulicy. Przyznaj, ile wydałeś na operację plastyczną? No dobra, bez żartów ― przerwała Granger. ― Zwłaszcza, że tych mugolskich pewnie nawet nie rozumiecie... Lepiej powiedzcie szybko, jak tam wasze sumy. Ja osobiście jestem trochę rozczarowana. 
Harry’emu świeciły się oczy ze szczęścia. Tak za nimi tęsknił! Niby wysyłali sobie listy przez całe wakacje, no i spotkał się parę razy z Neville’em w domu jego rodziców, ale Susan przepadła gdzieś na całe dwa miesiące, a Hermiona ciągle nie miała czasu wyrwać się z mugolskiego Londynu. 
Dziewczyna miała rację co do Neville’a. Tak, już teraz widział: to był ten niepasujący szczegół. Coś, co sprawiało, że przyjaciel wyglądał niemal obco. Podczas wakacji spotykał się z nim najczęściej z całej czwórki, bo ich rodzice przesiadywali wzajemnie w swoich domach jak papużki nierozłączki, a nie zauważył, jak bardzo chłopak wyrósł i schudł w tak krótkim czasie. Aż dziwnie było patrzeć na tę znajomą twarz w tak szczupłym wydaniu. Zauważył, że Susan inaczej niż zwykle spogląda na Neville’a; miał nadzieję, że nie wpadnie jej nic głupiego do głowy. Byli przyjaciółmi, byli czwórką, a nie dwójką i parą Longbottom-Bones
Coś dziwnego obudziło się w jego wnętrzu na myśl o przytulających się Susan i Neville’u. Zacisnął zęby i spróbował skupić na toczącej się rozmowie, aby odgonić drażniące obrazy, które zaczęły pojawiać się w jego głowie. 
― Och, tak. Na pewno jesteś bardzo zawiedziona ― naigrywał się Ślizgon. ― Ile masz sumów? Osiem? Dziewięć?
― Właściwie to dziesięć. Ale masz rację, tylko dziewięć „wybitnych”, bo z obrony przed czarną magią dostałam tylko „powyżej oczekiwań”. A wy? Nie wymigacie się od odpowiedzi! ― Pogroziła im palcem. ― Mam nadzieję, że nie przynieśliście mi wstydu i dalej będę mogła nazywać was moimi przyjaciółmi, nie chowając się przy tym z rozpaczy wśród macek kałamarnicy. 
Susan jakby nagle się wyłączyła. Uznała za dużo ciekawszą opcję obserwowanie przez okno łąk, na których pasły się owce, a gdzieniegdzie nawet krowy, i pogwizdywanie cicho pod nosem. W przedziale zapadła niezręczna cisza, bo wszyscy zaczęli się zastanawiać, czy uzyskana przez nich ilość sumów zadowoli wymagającą przyjaciółkę. 
― No, Ruda, zaczynaj ― zachęcił ją Harry i wyszczerzył się do przyjaciółki. ― Panie przodem!
― Wredne mendy, szuje, niby to takie odważne, a gdy przychodzi co do czego, wychodzi z niego tylko mały, owłosiony, roztrzęsiony pufek ― zaczęła mamrotać pod nosem Susan, nienawistnym spojrzeniem taksując Pottera. ― Osiem ― powiedziała już głośniej. ― Nie zdałam z zielarstwa, dostałam „nędzny”. 
― Jak śmiałaś! ― wykrzyknął Neville i skoczył na równe nogi. ― Stań do boju, nędzna dziewico, skoroś tak skalała me dobre imię! Uczyłem cię DWA MIESIĄCE...!
― Siadaj na tyłku, Neville. Pociąg zaraz zrobi zakręt i się przewrócisz. ― Hermiona pchnęła go lekko na siedzenia. ― Gratuluję, Susan. Osiem sumów to nie jest zły wynik. Założę się, że chłopcy wypadli gorzej. 
Neville nabrał głośno powietrze w policzki w udawanym oburzeniu. Podrywał parę razy w górę palec wskazujący i co chwilę łapał powietrze, próbując coś powiedzieć, żeby odgryźć się dziewczynie, ale poddał się po chwili, gdy żadna cięta riposta nie przyszła mu do głowy. 
― Po siedem. Byłem u Longbottomów, gdy przyszły wyniki ― wyręczył go Potter. ― Obaj oblaliśmy historię magii. Ja oczywiście zawaliłem też wróżbiarstwo, a co nie poszło Neville’owi i z czego dostał „TROLLA”, można się chyba łatwo domyślić. 
Neville dalej siedział z uniesionym palcem. Otwierał i zamykał usta, starając się wybąkać coś na swoją obronę. 
― Naszemu mistrzowi eliksirów chyba odjęło mowę lub rozum ― zachichotała Susan, uśmiechając się pogodnie do przyjaciela. ― Czy to może Malfoy wyssał ci mózg podczas waszego pidżama party? 
― Wcale nie nocowałem u Malfoya! ― krzyknął Neville. ― Po prostu rodzice dużo wyjeżdżali, to co miałem robić... 
― O, w końcu odzyskałeś głos. To co robiłeś? Wiemy, że parę razy widziałeś się z Harrym, pisał o tym w listach, ale od ciebie przychodziły TAK RZADKO, że byłam wręcz zdegustowana tym brakiem poczucia obowiązku i regularności, i...
Gdy po chwili Hermiona skończyła swoją tyradę, a Neville’owi udało się w końcu dojść do głosu, opowiedział im o swoich wizytach w Dworze Malfoyów. Draco zapraszał go tam często i razem głównie się uczyli i grali w quidditcha. Malfoy ponoć godzinami potrafił się rozwodzić na temat wspaniałych wyników swoich ulubionych drużyn, zatruwając życie Neville’a, który nie przepadał za tym brytyjskim sportem narodowym. Szanował hogwarckie rozgrywki i nigdy nie brakowało go na trybunach kibicującego swojemu domowi, ale na tym się kończyło.
Podczas swoich wizyt u Dracona, Neville zawsze nieswojo czuł się w towarzystwie Lucjusza i Narcyzy, którzy na jego przyjście urządzali uczty składające się z kilkunastu dań, przez co chłopak nie wiedział, którym widelcem ma się w danej chwili posłużyć. Gdy o tym opowiadał, wyglądał tak żałośnie, że trójce jego przyjaciół aż pociekły z oczu łzy rozbawienia. 
Za oknem nie było już widać słonecznych pastwisk, zniknęły też rozleniwione krowy wylegujące się na łąkach. Im dalej na północ, tym więcej pojawiało się lasów i tym dziksze się one stawały. Powyginane gałęzie i mroczne gęstwiny nie wprawiały Harry’ego w dobry humor. Przypominały mu raczej mroczną postać z jego snów, która nawiedzała go ostatnio coraz częściej i częściej... 
― Harry? Co ci jest? Wszystko w porządku? ― dobiegł go głos Hermiony. ― Hej, Harry, dobrze się czujesz?
― Co? A, tak, dobrze, dobrze ― zmieszał się. ― Po prostu ten ciemny las tak dziwnie... przypomina mi... to znaczy, jest jakby...
― Harry Potterze, rozmawialiśmy już chyba na temat nieeleganckiego dukania i nieprecyzyjnego wysławiania się. Weź trzy wdechy i zacznij jeszcze raz. 
Harry westchnął, schował na chwilę twarz w dłoniach, a gdy ponownie się wyprostował, jego głos był o wiele spokojniejszy, a myśli jakby mniej rozbiegane, ale wciąż brzmiał niezbyt składnie:
― Ostatnio mam sny. Takie niezbyt normalne. No bo już od dawna powtarza się taka jedna scena, Neville, chyba ci o tym mówiłem ― o tej postaci. To wygląda tak: leci sobie mój zwykły sen, obojętnie co, a potem nagle wszystko się rozmazuje i pojawia się taka ciemna postać. Ma na sobie chyba jakąś wielką, czarną, postrzępioną szatę... 
― Jak w jakimś horrorze ― wtrąciła cicho Hermiona.
― ...i wyciąga do mnie ręce, które wyglądają niby normalnie, dłoń jak dłoń, wiecie, o, taka sobie… Ale jak przypatrzysz się dłużej, to masz wrażenie, że to jakiś szpon! Masakra. No i ta postać sobie stoi, macha łapskami, a potem się rozwiewa, jakby jej szata zmieniała się stopniowo w dym. I ten dym pochłania całą scenę, aż nagle jest tylko ciemność i ZAWSZE w tym momencie się budzę. 
― Jak często powtarza się ten sen? I kiedy to właściwie się zaczęło? 
― Eee, no nie wiem, to trwa odkąd pamiętam. Kiedyś nie do końca kumałem, o co chodzi, no i też kiedyś pojawiał się tak rzadko, że nie zastanawiałem się nad nim zbyt wiele, ale ostatnio nie mogę wytrzymać. ― Harry mówił coraz szybciej i coraz bardziej nerwowo.
Wiedział, że to przyjaciele, ale i tak nie mógł pozbyć się obawy, że pomyślą, że coś kręci. Że próbuje skupić na sobie ich uwagę i stwarza nieistniejący problem, by być w centrum zainteresowania. Poza tym, to tylko sen, a on zachowywał się jak mała, roztrzęsiona dziewczynka, bo śniła mu się co jakiś czas góra czarnych, pogniecionych łachmanów z jakimś facetem w środku, która zbliżała się w jego stronę coraz bardziej, wyciągała do niego przerażające, białe, kościste dłonie, chciała go pochłonąć, pożreć, połknąć...
― Harry! ― krzyknęła Hermiona. 
― Yyy, tak. Tak. Opowiadałem? 
― I znów gdzieś odleciałeś. Martwi cię coś, to mów o tym, a nie ― odpływasz gdzieś w nieznane i nie pozwalasz nam rozwiązać problemu. Wiesz, że cztery głowy, to nie jedna, zwłaszcza, gdy wśród nich jest Krukon. 
― Tak. No i ten sen zawsze był taki sam. A teraz, co dziwne, postać nie rozwiała się tak szybko i nie szła dokładnie na mnie. Widziałem całą scenę jakby bardziej z boku, a przed tym czymś kuliła się kobieta, cała zamazana, jakbym ją oglądał bez okularów. Ale chyba coś zakrywała. Coś małego, nie wiem, może psa, może kota? Całym ciałem nad tym wisiała i nie zobaczyłem ani skrawka. I potem tak jak zawsze, całość zamazała się dymem.  
Harry spojrzał z obawą na przyjaciół, szukając na ich twarzach rozbawienia czy pogardy, ale zamiast tego dostrzegł głębokie zmartwienie. Wyglądało, jakby żadne z nich nie miało pojęcia, co ten sen może oznaczać. 
W końcu Neville wpadł na świetny pomysł i kazał wyciągnąć Harry’emu jego stary podręcznik do wróżbiarstwa. Usiedli razem pod oknem i wertowali strony książki, co chwilę natrafiając na coraz to śmieszniejsze możliwe interpretacje snu. Hermiona ostentacyjnie odwróciła się od nich, prychając na widok znienawidzonego podręcznika. 
― Jak można w ogóle rozmawiać o czymś tak prymitywnym, nielogicznym i...
― A co robiłaś w wakacje? ― spytała Susan, chcąc przerwać nadchodzącą tyradę Hermiony na temat wróżbiarstwa. 
Jak się okazało, Hermiona spędziła wakacje z Luną Lovegood, swoją rok młodszą koleżanką z Ravenclawu. Susan starała się ukryć zaskoczenie i zmieszanie takim wyborem towarzystwa, ale chyba nie do końca jej wyszło, bo Granger zaraz zaczęła wyjaśniać powody swojej decyzji:
― Luna nie jest wcale taka zła. Trochę pokręcona, to fakt, a zanim pokazałam ją mamie i tacie, trzy godziny spędziłam na szczotkowaniu jej włosów. Przecież nie mogłam jej przedstawić rodzicom w tak niechlujnym stanie! W końcu to dentyści! ― wytłumaczyła. ― Jeszcze nie wpuściliby jej do domu. Musiałam też wyperswadować jej noszenie w mugolskim Londynie naszyjnika z kapsli po kremowym, bo na pierwszym wyjściu jakiś mężczyzna w garniturze wrzucił jej pieniądze do kubka z kawą. ― Hermiona ukryła twarz w dłoniach w wyrazie załamania. 
― Żartujesz chyba ― zaśmiała się Susan. ― Więc to jest ten tajny powód, tak? Bałaś się nudnych wakacji i zabrałaś ze sobą komika, któremu musiałaś zapewnić tylko za dach nad głową i wyżywienie?
 ― Jesteś niesprawiedliwa. ― Twarz Hermiony stała się nagle bardzo poważna. Dziewczyna wyprostowała plecy i przygładziła spódnicę na kolanach. ― Luna jest bardzo inteligentna. W dość dziwny sposób kierunkuje swoje możliwości, to prawda, ale czy ty potrafiłabyś czytać książki i gazety do góry nogami? 
― Nie wiem, czemu niby miałabym.
― Nie jestem pewna ― zaczęła Krukonka ― ale wydaje mi się, że ona nie może się skupić, gdy czyta normalnie, bo wtedy jest jej za łatwo. Ona ma bardzo pokręcony rozum. Jest ciekawa...
― ...i miło się z nią spędza czas, tak, wieeem ― mruknęła Susan. 
Była trochę zazdrosna o przyjaciółkę, w końcu ona nigdy nie dostała od Hermiony propozycji spędzenia z nią całych wakacji i zwiedzania mugolskiego Londynu z kimś, kto zna się na tym wszystkim. Pewnie, przecież sama mogła się tam wybrać ― w końcu skończyła już szesnaście lat. Wciąż jednak miała w głowie swój ostatni wypad do świata mugoli i ich spojrzenia, jakby była wariatką i to tylko dlatego, że nie rozumiała rozkładu jazdy autobusów, albo że spytała, jakimi czarami napędzają silnik samochodowy, albo że rozmawiała z automatem z biletami...
Wiedziała, że ją i Hermionę dzieli pewna przepaść. Nie sięgała przyjaciółce do pięt ani w kwestii mądrości, ani determinacji. Bardziej przypominała ciepłą, rozlazłą kluskę, której najlepszą cechą była pomocność i lojalność. Tylko co komu po lojalności, gdy jest się tak nudnym, że aż wszyscy od ciebie uciekają? Zazdrościła Hermionie jej silnego charakteru i tego, że z każdym umiała znaleźć wspólny temat. Do każdego potrafiła się odezwać i nigdy nie wiązł jej głos w gardle, także przy chłopakach. Gdy jej się coś nie podobało, mówiła o tym wprost i nie bała się przyznać nawet wśród fanów quidditcha, że ją ten sport nudzi i że nie widzi w nim niczego ekscytującego.
Czasami zastanawiała się, czy ich przyjaźń nie jest przypadkiem efektem ubocznym kumplowania się z Harrym i Neville'em, których Hermiona poznała już na pierwszych zajęciach w Hogwarcie i tak jakoś zostało. A skoro potem przypałętała się Susan, bo pół dzieciństwa spędziła u Potterów na obiadkach i podwieczorkach, to zaczęły razem rozmawiać, bo Hermiona przecież rozmawiała z każdym, dla każdego miała czas i ciepłe słowo, a gdy ktoś miał problem, zawsze znajdowała rozwiązanie. 
Ciężko było też odgadnąć, jakie motywy kierują Hermioną, bo nie należała do typowo babskich dziewczyn. Wiecznie siedziała z nosem w książkach i tylko raz, dwa lata temu, gdy Wiktor Krum przybył na Turniej Trójmagiczny, założyła na siebie sukienkę i zadbała o wygląd. Po jego wyjeździe znów wróciła do porozciąganych swetrów, luźno związanych włosów i stosu książek. Nie mogła nawet spytać przyjaciółki, czy dobrze wygląda w tej spódniczce w zielone grochy, bo lekceważące i lekko zirytowane spojrzenie Hermiony, jakie jej wtedy rzucała, wywracało świat Susan do góry nogami. Nie, Hermiona nie była typową dziewczyną, przez co Susan nie potrafiła czasami odgadnąć, czy niechęć, którą okazuje, jest skierowana do Rudej, czy do jej babskich pomysłów.  
A chłopcy? To również był temat, który dla przyjaciółki nie istniał. Gdy Susan próbowała jej opowiadać o swoich miłosnych problemach lub wschodzących uczuciach do jakiegoś przystojniaka, miała wrażenie, że Hermiona się wyłącza i tylko w kluczowych momentach mruczy „mhm”, „tak?” i „naprawdę?”, udając, że ma jakiekolwiek pojęcie, o czym Ruda bredzi i co tak namiętnie przeżywa. 
― A czy ty właściwie nie powinnaś patrolować korytarzy? ― zdziwiła się Puchonka, nagle przypominając sobie, że przecież Hermiona od roku jest prefektem. 
― Zaczynam dyżur po obchodzie wózka z jedzeniem. Cho wymyśliła, że tak będzie sensowniej, gdy się podzielimy, bo po co mamy wszyscy chodzić. Nie wiem, czy prefekci innych domów się do tego zastosowali, ale ja tak, bo dzięki temu będę mogła zjeść o sensownej porze jakiś lunch. 
― Cho została prefektem naczelnym? ― zainteresował się Harry. 
― Ciekawe, czy jako prefekt dalej może faulować w quidditchu ― zażartował Neville. 
― A właśnie, kupiłem sobie nową miotłę. ― Brunet wypiął dumnie pierś. 
― Znowu? Na trzecim roku nowa Błyskawica, w wakacje po czwartej klasie sprawiłeś sobie Transylwański Kolec, a teraz kolejna nówka? ― zdziwił się Longbottom. 
― Czy ty wypadłeś z wózka w Banku Gringotta i uderzyłeś się w głowę? ― Susan pokręciła głową z dezaprobatą. Gdy usłyszała słowo „quidditch”, nagle się ożywiła, a wcześniejsze smutki odrzuciła w niepamięć, jakby nic nie zaprzątało jej głowy. ― To przecież jeden z hogwarckich szukających ― podkreślę, szukających, czyli graczy, którzy starają się być najszybsi ― więc to logiczne, że zmienia miotły jak rękawiczki. Harry, nie zwracaj na niego uwagi. Pewnie Malfoy na serio wyssał mu mózg lub opętał za pomocą jakiegoś czarnomagicznego uroku, jak to jego rodzina ma w zwyczaju, bo chłopak coś nie myśli normalnie. Mów, co sobie sprezentowałeś? Nie gadaj tylko, że Syberyjską Strzałę
― Lepiej. Próbuj dalej!
― Lepiej? Nie... Nie mów. Przecież musiałeś wydać TAKĄ KUPĘ GALEONÓW... Znaczy wiem, że masz bogatych rodziców, ale czy to nie przesada?
― Ciężko wbić do głowy ojcu, który ma kompleks, bo całe życie chciał być szukającym, a ciągle brali go tylko na ścigającego, że kupowanie najnowszego Turbo XXX to przesada, wiesz… To takie duże dziecko. Nie wiem, czy tak naprawdę nie kupił jej sobie, ale wiedział, że musi mieć jakąś przykrywkę przed mamą... 
― Nie wierzę! ― krzyknęła Susan na wieść o nazwie nowej miotły Harry’ego, prawie zagłuszając tym końcówkę wypowiedzi bruneta. ― Myślałam, że to ja zrobię szum, gdy powiem, że startuję w tym roku do drużyny...
― Co?! ― zakrzyknęli chłopcy. 
Hermiona spojrzała na pozostałą trójkę skrzywiona i wstała, wygładzając białą koszulę. Ktoś, kto jej nie znał, mógłby spokojnie pomyśleć, że już się przebrała w szkolny mundurek. Choć do nauki Krukonka zakładała luźne ciuchy, to w każdej innej sytuacji jedynym akceptowanym przez nią strojem była elegancka spódnica i idealnie wyprasowana koszula. 
― Dochodzi pierwsza. Chyba z desperacji sama poszukam wózka z jedzeniem i pójdę jako nadmiarowa chętna patrolować korytarze, bo nie mogę słuchać, jak gadacie o tym pożeraczu cennego czasu. 
― Do zobaczenia za parę godzin! ― Susan uśmiechnęła się do niej na pożegnanie i zaraz wróciła do rozmowy z Harrym. ― Startuję, bo w końcu zwolniło się miejsce, na które poluję od lat. 
― Bę... będziesz... znaczy, chcesz zostać szukającą? Konkurować ze mną
Susan uniosła wysoko brwi, zdziwiona pytaniem Harry’ego. 
― Widzisz w tym jakiś problem? Wiesz, że nie lubię konfliktów, więc jeśli naprawdę masz na myśli to, co myślę, że ty myślisz... Nie brnij w to dalej, bo będzie między nami niefajnie. 
― Uwielbiam ją ― mruknął Neville do Harry’ego znad swojej książki, którą przeglądał od jakiegoś czasu w skupieniu. Susan nawet nie zauważyła, kiedy ją wyciągnął, tak była pochłonięta dyskusją z Potterem o quidditchu. ― Kobieta majstersztyk. Nie wiem, co trzeba by zrobić, żeby się z nią pokłócić lub żeby się obraziła. Harry, bierz, póki gorąca. Znaczy ― poprawił się blondyn ― Susan zawsze będzie heiss. Spójrz na tę figurę i...
― Lepiej się zamknij, bo i ty się pogrążasz...
Neville wyszczerzył zęby w uśmiechu i wrócił do lektury, a Susan i Harry’ego znów pochłonęła dyskusja o quidditchu. Rozmowa zeszła na temat porównania, które zostało zamieszczone w „Tygodniku Szukającego”, a dotyczyło nowej miotły Harry’ego i równie dobrego modelu, Złotego Podmuchu*
Na zewnątrz zaczęło się ściemniać, a w oddali zamajaczyły pierwsze góry. Susan zmieniła temat rozmowy na swoje wakacje i opowiedziała, jak spędziła miłe dni u swojej ciotki Amelii, która pracowała jako dyrektorka Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Ruda miała możliwość przyjrzenia się jak funkcjonuje Ministerstwo Magii od środka, dzięki czemu mogła podsłuchać krążące tam plotki. 
― Na przykład dowiedziałam się, że ojciec Goyle’a coś przeskrobał. Nie wiem dokładnie co, ciotka nie pozwoliła mi zajrzeć w papiery i zrobiła się dziwnie dyskretna, gdy zaczęłam interesować się sprawą...
― ...Bo ty jak zwykle umiałaś zachować kamienną twarz i nie dać po sobie znać, że chcesz się czegoś dowiedzieć w tym temacie. Prawdziwa Ślizgonka... ― wtrącił Neville, który, jak się okazało, cały czas jednym uchem słuchał, o czym rozmawia dwójka przyjaciół.
― ...ale wiem ― kontynuowała Susan, sztyletując blondyna spojrzeniem ― że robił jakieś przekręty. I że ciotka najpierw nie miała dowodów przeciwko niemu, ale potem przeprowadziła serię nie tyle groźnych, co upierdliwych akcji i w końcu przyłapała go na czymś, bo popełnił błąd i się odkrył. 
― Ah, wy Ślizgoni. Zawsze musicie coś knuć. ― Harry pokręcił głową, a Neville zrobił niewinne oczka i powiedział:
― Nie wiem, o czym mówisz. Tak naprawdę to wy, Gryfoni, łamiecie w Hogwarcie więcej reguł. Ba, jesteście mistrzami w kantowaniu i nieprzestrzeganiu regulaminu i to tylko i wyłącznie dla żartu. Nawet nie macie w tym większego celu, a uchodzi to wam na sucho!
― To prawda ― wsparła go Susan. ― A jeszcze jak Dumb ma dobry dzień i spodoba mu się któryś z twoich genialnych dowcipów, to dodaje ci za to punkty, zamiast odebrać!
― Na szczęście my mamy Snape’a, który wyrównuje tę rażącą dyskryminację. 
― Ta, szkoda tylko, że „wyrównuje ją”, nie tylko dodając wam stosy punktów, które się wam nie należą, ale też olewając przyznawanie nam punktów, kiedy udzielimy dobrej odpowiedzi, lub też odejmując nam punkty nawet za wasze błędy! ― wykrzyknął Harry. 
― No już, już, bo się zapowietrzysz. Wiem, że wy, Gryfoni, jesteście bardzo burzliwi i namiętni w swoich reakcjach, ale panuj nad sobą, bo oplujesz moją nową drogą szatę. Co, naprawdę nie zauważyliście? Przecież od nowego roku urosłem o pół głowy. Nie będę chodził w pelerynie sięgającej ledwo do kolan. 
― Poza tym, Harry, dobrze wiesz, że to tylko przyjacielskie żarty. ― Susan uśmiechnęła się do niego promiennie i zamknęła jego dłonie w swoich. Neville wywrócił oczami, gdy to zobaczył i zaczął mruczeć pod nosem o obrzydliwych pacyfistach. 
Zostało zaledwie kilkanaście minut do końca podróży, więc założyli swoje szkolne umundurowanie i przygotowali się do wyjścia. Niedługo potem z zagadkową miną na twarzy wróciła do nich Hermiona. Szybko przebrała się w szaty, po czym zapchała usta pasztecikiem i nie odzywała się już do końca podróży. Gdy pociąg się zatrzymał, nic nie mówiąc, poszła zaprowadzić pierwszorocznych do Hagrida i zniknęła gdzieś z oczu trójce przyjaciół, którzy udali się w stronę powozów ciągniętych jak zawsze do Hogwartu przez testrale. 
― To w sumie budujące, że nikt z nas ich nie widzi ― powiedziała Susan, a chłopcy zgodnie jej przytaknęli i ciaśniej owinęli się pelerynami, bo ziąb panujący na zewnątrz przeniknął ich do szpiku kości. 
Powozy ruszyły, nabrały tempa i zaczęły okrążać jezioro. Deszcz dudnił o dach pojazdu, a skrzywiona mina Neville’a powstrzymała Susan przed próbą kontynuowania rozmowy. Zapatrzyła się w okno, czekając, aż w końcu dotrą do Hogwartu.

* Złoty Podmuch ― moje koślawe tłumaczenie nazwy miotły Air Wave Gold

24 komentarze:

  1. Trafiłam przez przypadek i nie żałuję. Dawno nie spotkałam się z tak ciekawym potterowskim fickiem. Hermiona jako Krukonka, też mi zawsze na nią najbardziej pasowała. Generalnie podoba mi się sam temat tej historii i już widoczne zróżnicowanie bohaterów. Neville Ślizgonem minie trochę czasu, zanim ta wersja do mnie dotrze :o.
    Rysunki na szablonie są takie miłe :).
    Weny :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ciepłe słowa!
      Tak, Neville Ślizgonem, mamy więc w Slytherinie dwóch blondasków - jeden ciemny, drugi jasny. :D
      Cieszę się, że opko przypadło do gustu!
      Ściskam,
      mózg

      Usuń
  2. Mam ochotę machać rękami i wrzeszczeć jak psychofanka, bo DAWNO żadne opko tak mnie nie zachwyciło. Serio, zwykle za dobre uznaję te bez rażących błędów, ale twoje oprócz tego ma to coś, a styl, którym operujesz, jest F-E-N-O-M-E-N-A-L-N-Y.
    Podoba mi się to pokręcenie w charakterach i również uważam, że Herma powinna być w Ravenclawie, a ten nowy Neville jest świetny. :D Czekam na zjawienie się Malfoya, nie dlatego, że go lubię, ale coś czuję, że tu też coś było majstrowane.
    Szablon - cud, miód i orzeszki, uroczy w swej prostocie, a te rysunki są po prostu tak pocieszne, że chciałabym je przytulić.
    Życzę ci nie tylko weny, ale również udanego dnia, bo ty mój naprawdę poprawiłaś! Dziękuję też za komentarz u mnie na blogu. :D
    Ściski, kisski, loffki,
    milksop

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wiesz jak nakarmić. :D Dziękuję za miłe słowa!
      Bardzo się też cieszę, że moje bazgroły przypadły Ci do gustu. I że mogłam poprawić dzień. ^^ Zapraszam więc na coponiedziałkowe dawki "włochatego serca". :)

      Usuń
  3. A czy ktoś nie lubi komciów? ;')
    Pewnie nie zatrzymałabym się na dłużej, gdyby nie oprawka opka. Bo AU z reguły omijam szerokim łukiem i ani mi przez myśl przejdzie obejrzeć się za siebie, a tu najpierw przyciągnął mnie obrazek na szablonie, potem fajny podtytuł obrazkowy pierwszego rozdziału, a w końcu uznałam, że w zakładce o opku piszesz z sensem (i znowu zapodałaś obrazkiem! więcej! częściej!), więc uznałam, że przesądzone i czytam. Aczkolwiek jestem ślepcem i musiałam sobie blożek powiększyć na 150%, bo okulary tak daleko :'). W każdym razie mało kto pokusi się o włożenie w opko coś więcej niż tylko czasu na pisanie i planowanie - teraz aż sama mam ochotę naumieć się chociaż trochę ładniej rysować, stworzyć blogasia i też przyozdabiać go swoimi potworami :'D.

    ― Mamo, dobrze. Wiem przecież ― marudził Harry, próbując wyrwać się z matczynych uścisków. Uchylił głowę przed ręką mierzwiącą jego włosy i skrzywił się, gdy kobieta znów zaczęła zagarniać go w objęcia. - śmiało możesz uznać za czepliwość, whatever, ale moim zdaniem znacznie lepiej by to brzmiało bez rozpoczęcia dialogu od "mamo". Wtedy śmiało mogłabyś uniknąć tego do bólu niezręcznego określenia matki Harry'ego mianem... kobiety. Jak jakieś obce kobiecisko.
    ― Zawsze tak mówisz, a potem znów i tak dostaję listy z Hogwartu od Minerwy, że coś zbroiłeś - z kolei jakby tutaj została sama "Minerwa", to Hogwart byłby przecież domyślny ;').
    Patrzyła na bruneta zatroskana, jakby to miało być ich ostatnie spotkanie. - jeżu kolczasty, nie. Nie rób mi tego. Nie psuj mi lektury, nie owijam w bawełnę, idiotycznymi synonimami do imion postaci, błagam. Chyba całą aktywność w blogosferze będę walczyć za tym, by takich określeń używać jak najmniej się da. A wiesz, dlaczego? Bo, po pierwsze, są nienaturalne, nad wyraz nienaturalne. Narrator doskonale zna te postaci. Bohaterowie doskonale znają się nawzajem. Czytelnik też doskonale zna te postaci (no i w dodatku są kanoniczne). Takie określenia, moim zdaniem, należy zostawiać na określanie bohaterów którejś stronie nieznanych - o, postać i czytelnik pierwszy raz spotykają się z daną postacią, jeszcze nie wiedzą, jak się nazywa, kim jest? No to brunet czy kobieta to są jak najbardziej akceptowalne określenia. Ale na matkę? Na Harry'ego, z którym większość fanfikoczytaczy spędziła całe dzieciństwo i którego znają od podszewki? Czy ty, rozmawiając z koleżanką o wspólnej znajomej, mówisz o niej "blondynka"? Jak wyżej mówiłam, to nienaturalne, typowo blogaskowe określenia, które pewnie wzięły się z tego, że polonistki wbijają łopatami dzieciakom do głów, że powtórzenia są złe. Podczas kiedy część powtórzeń jest nie tyle co poprawna, ale i potrzebna ;). Rozumiem też, że niektórym autorom niezręcznie jest co drugie zdanie powtarzać imię bohatera, ale tutaj też wchodzi w grę coś innego - budowanie zdań. Unikanie takich powtórzeń to coś więcej niż wyciągnięty z odwłoka synonim w stylu Gryfona czy bruneta, a uczenie się takiego panowania nad zdaniami, żeby było poprawnie i tak, jak chcemy.
    Wciągnął za sobą wielki, czarny kufer, po brzegi wypełniony książkami i nowymi szatami. W ostatnim czasie przybyło mu sporo centymetrów, więc tegoroczną wycieczkę na ulicę Pokątną mama urozmaiciła mu kilkugodzinną przymiarką u Madame Malkin. - no i tutaj podmiotem określiłaś kufer. Więc to kufer urósł i jego mama kuferzyca zabrała go na przymiarki nowych ciuszków. Zamotałaś się przez brak imienia ;').

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaperzyła się kobieta. - "kobietę" możesz sobie spokojnie odpuścić, czytelnik nie idiota. Wie, że skoro James zwraca się do Lily, to mało prawdopodobne, żeby odpowiedziała mu jakaś sędziwa babcia zamiast jego żony.
      W co ta kobieta wierzyła? - naprawdę, w przemyśleniach Harry'ego? ;_; Borze, miej mnie w opiece.
      Zacisnął w kieszeni dłoń na śliskim materiale i znów się zaśmiał, tym razem ― jak się okazało ― na głos. - że... on ma całą pelerynę w kieszeni? Ale pamiętasz, że w kanonie podczas młodych lat pod tą peleryną Harry mieścił się w trójkę razem z Ronem i Hermioną? To była duża peleryna, a nie jakaś serwetka. ,_,
      Susan, spójrz, co się stało z naszym Nevillem - Neville'em. Bo teraz bez apostrofu to się czyta jako Nevillm. :p
      Harry’m - tu już bez apostrofu.
      Choć do nauki Krukonka zakładała jedynie wielkie, porozciągane swetry - taaak, już o tym pisaaałaaaś...
      Susan zawsze będzie hot. - ke? Wiesz, że oni są (w uogólnieniu) Brytyjczykami i że mówią po angielsku, więc jak mogą... wtrącać angielskie słówka, jak mówią po angielsku?! Mózg mi strofujesz.
      Air Wave Gold - tak mi to brzmi jak nazwa butów, Nike Air Wave Gold... Wcześniej nazwy mioteł były spolszczone, a teraz niet? :P
      Goyla - Goyle'a.
      A jeszcze jak Dumb ma dobry dzień i spodoba mu się któryś z twoich genialnych dowcipów, to dodaje ci za to punkty, zamiast odebrać! - pytanko: wiesz, co to znaczy "dumb" po angielsku? Nie twierdzę, że dzieciaki nie mogą być pozbawione szacunku czy mieć gimbohumoru, ale wypada się upewnić :').
      Pociąg zaraz zrobi zakręt i się przewrócisz - pociąg jedzie po torach, więc pociąg nie robi żadnych zakrętów. :P

      Usuń
    2. Jak na moje na razie strasznie sobie pofolgowałaś z kreacją Neville'a. Jasne, pisałaś w zakładce, że wywróciłaś go do góry nogami, ale w życiu nie spodziewałabym się aż tak diametralnej zmiany, w dodatku takiej, która mi nie do końca pasi ze względu na odwrócenie scenariusza. Bo skoro to Neville został wybrany przez Voldemorta, to jego rodzice zostali zamordowani przez Voldemorta, to przez Voldemorta jest teraz dosłowną sierotą, a nie dzieciakiem, który chodzi odwiedzać pozbawionych zmysłów rodziców w Świętym Mungu. Oczywiście nie twierdzę, że nie masz wymyślonego jakiegoś mhrocznego backstory (dlaczego Neville spędza wakacje u Malfoyów [czyżby paralela do pierwszego spotkania Harry'ego z Draco?], skoro powszechnie wiadomo, że parają się czarną magią i żywią podobne poglądy, co Voldemort, w takim razie mogą być i z nim powiązani?), ale nie mogę ukrywać, że ten pomysł, na tym etapie w tekście, jak na razie mnie nie przekonał. Kto wie, może potem pyskaty Neville skradnie mi serce, bo słabość do badboyów mam ;p. Chyba już lepszym wyborem byłoby takie powolniejsze wprowadzenie czytelnika w nowy charakter Neville'a, a nie rzucanie go na głęboką wodę, ale to tylko moje zdanie. W każdym razie to był dla mnie szok.
      Ogółem to pierwsze wrażenie plasuje się na pozytywnej stronie spektrum, bo chociaż popełniasz typowe blogaskowe błędy, to jednak porządnie przykładasz się do interpunkcji i styl ci nie ucieka, a to już więcej, niż mogłabym powiedzieć o większości opek w sieci. (Chociaż te przeklęte podmioty... początkowe stężenie jest zdecydowanie za wysokie i nie potrafię go przełknąć, potem trochę się to wykruszyło, na szczęście). Nawet fajnie operujesz w scenach, gdzie znajduje się więcej postaci, nie zapominasz, że sceny to nie tylko dialogi, ale i mimika, gestykulacja i zachowania bohaterów, które mogą rzutować na ich charaktery. No i też widać, że miałaś konkretny zamysł w głowie, a nie błądziłaś jak dziecko we mgle, widać to głównie z płynności dialogów - bohaterowie nie rozmawiają o dupie Maryny, tylko o konkretnych rzeczach, podarowałaś nam typowych głupotek w stylu zanudzania czytelnika informacjami o wypasionych wakacjach w Turcji czy Maroku. Jak dobrze jest przeczytać opko bez zapchajdziur i bełkotu, który ma służyć za załatanie dziur, nad którymi nie chciało się autorowi pracować :').
      PS: Ten zielony kwadracik z boku jest źle podlinkowany, o.

      Usuń
    3. Hej, dzięki za komć!
      Co do określania matki kobietą - może to kwestia podchodzenia do rodzica, ale ja często nawet na głos mówię do mojej: kobieto, w co ty wierzysz? albo: kobieto, czego ty się czepiasz, przecież Kaczyński chce dla nas jak najlepiej, nie drzyj buły na pół bloku! Sądzę, że u Harry'ego też mogłoby to zostać, gdyż iż ponieważ że ma z rodzicami podobnie kumplowski kontakt. I nie, "kobieta" tam nie jest synonimem od Lily, ale takim żartobliwym zdystansowaniem się do niej jako matki.

      Co do brunetów i innych pierdetów - ja wieeem, że to niby blogaskowe, ale ja tak jakoś lubię. Wiesz, to jest blogaskowe opcio. Młodzieżowe, blogaskowe, dla młodszych czytelników, podrzucam je do czytania 10-letniemu bratu. Na pewno nie będę popełniała tego grzechu, pisząc dla kogoś starszego i coś swojego, ale jeśli chcę to kierować też do młodszych, muszę się pobawić w więcej dookreśleń, bo jak wrzuciłam ich mniej, mój brat sygnalizował mi, że nie rozumie, kto co mówi i się gubi. Ale idąc na kompromis, będę częściej używać imion.

      Bo ty nie rozumiesz wnętrza tego opka, one one one eleven, tu kufry rosną! A tak serio - dzięki. :,)

      A może Harry nosi bojówki i ma kilometrowe kieszenie?! Albo... ja mam jedną taką kurtkę, co w jednej kieszeni mieszczę dwa browary w puszce. No, pomyślę jeszcze nad tym. Może samą pelerynę przetransportuję do kufra, a w kieszeni zostawię miętoloną mapę...

      Nevillm! Hm, jak to pięknie i wzniośle brzmi, da radę to przeczytać chyba tylko Polak wyćwiczony chrząszczami! :D

      Nie pomyślałam o problemie z wrzucaniem angielskich słówek! Ale że co, myślisz, żeby zastąpić to po prostu tłumaczeniem na polski? Bo chyba nie widzę innego wyjścia, masz jakąś dziką fantazję w tym temacie, co można by z tym zrobić?

      Air Wave Gold - nie ma spolszczenia, a nie wiedziałam, czy się porywać na tworzenie własnego, ale skoro mówisz, że tak brzmi źle - może spolszczę i zrobię dopisek, że to ma radostna tfurczość.

      Co do Dumba - wiem. :,) Susan i Nev za Dumbledore'em nie przepadają. :D

      Zakręty pociągu - eee, tory nie zawsze lecą po prostej. :) Czasami jest zakręt. I da się wtedy przewrócić, uwierz! A Herma jest przewrażliwiona, no.

      Nigdzie nie napisałam, że Nev nie ma rodziców. Wywrócenie scenariusza odbywa się na etapie wyboru Neville'a, a nie Harry'ego. :)

      Dziękuję za wszystkie uwagi, wezmę do serca mego. <3 I cieszę się, że obrazki się podobają. :,)

      Usuń
    4. No skoro to faktycznie sposób na zdystansowanie się do matki, to mocno proponowałabym okrojenie tych określeń szczególnie w początkowej części tekstu, bo przez ich nagromadzenie i użycia w różnych celach możesz się częściej niż rzadziej spotkać z właśnie nieprawidłowym odczytem tego, co zapisałaś. No a jak kompromis i faktycznie mi tego trochu oszczędzisz, to spoko ;').

      Nie wątpię w magiczne właściwości twojej kurtki, co to zmieści dwa browary w puszce do jednej kieszeni, ale jakoś tak wyobraziłam to sobie, że Harry na siłę upchnął do kieszeni zwykłych spodni pelerynę, tu mu coś tyrczało jeszcze z boku, a tu taka wielka buuuła na nodze... xD

      Co do wtrąconego angielskiego w angielskim - może jakiś inny język? Skoro z Neville'a teraz taki szpaner, paczciepaństwo, co to nie ja, SZLAMY, BUUURACTWO! CEBUUULA!, DIZAJNERSKIE SZATY NA MIARĘ!, to chyba dobrze by się wpasował w taką mentalność Malfoya - nie mówię, że zaraz powinien się wychwalać, że rodzice chcieli go wysłać do Durmstrangu (no bo to jednak Longbottomowie i w drugim rozdziale stronniczość Neville'a nam rzuciła na nich pewne światło), no ale rzucenie tu i ówdzie słówkiem zasłyszanym swego czasu ze strony koleżków z Durmstrangu nie byłoby złe.

      No wiem, że pociągi nie jeżdżą po prostych, ale to było czepialstwo level extreme... Chodziło mi o to, że powinno być, że wjadą na zakręt, a nie zrobią :P.

      No to już się zorientowałam przy drugim rozdziale. Ale skoro już masz uściślenie w tekście, w drugim rozdziale (dla mnie trochę późno, ale whatever), to nie mam się co czepiać. Po prostu myśli mi uciekły za bardzo do przodu ;').

      Usuń
    5. Może wylecę z francuskim? *tarza się ze śmiechu po ziemi* W końcu każdy Ślizgon zna francuski wg opek, a piać z tą słynną nienawiścią francusko-brytyjską, to po prostu must be able dla każdego szanującego się ucznia Slytherinu (w tym oczywiście Malfoy na poziomie perfekt, użytek: syczenie francuskich słówek do ucha wszystkim swoim kochankom).

      Ah, o wchodzenie w zakręt chodziło! Nie skumałam. xD

      Właśnie rozważam uściślenie wcześniej. Na pewno dodam spore wyjaśnienie odnośnie wydarzeń na świecie w rozdziale trzecim, ale ciągle też myślę o małym choć wtrąceniu tu, w rozdziale pierwszym, odnośnie relacji rodzinnych Nev'a.

      Usuń
  4. Po pierwsze: sama wykonujesz te rysunki? Są takie proste, a jednocześnie genialne w swojej prostocie... i miłe dla oka.
    Po drugie: cudowny szablon! Normalnie się nimi nie zachwycam, ale twój jest... no, mega. :D
    Po trzecie (najważniejsze?): treść. Widzę, że jakaś alternatywna historia HP. Zapowiada się ciekawie. No to jedziemy!
    „Chyba ktoś spędził za dużo czasu w wakacje w Dworze Malfoyów, bawiąc się w piaskownicy z swoim najlepszym przyjacielem.” To jest w sumie jedyny błąd, jaki znalazłem w tym rozdziale. „Ze swoim” po prostu czyta się wygodniej.
    Sam nie wiem, co powinienem powiedzieć... Jestem zaskoczony takim obrotem spraw! Szczerze mówiąc Neville jakoś totalnie nie pasuje mi do Slytherinu, wolałem go kanonicznego... Ale może z czasem się do niego przekonam.
    Harry z kolei widzi mi się jako rozpieszczony, bogaty dzieciak, który wzbudza moją antypatię. Najbardziej do mnie przemawia Susan. Hermiona jako Krukonka jest okej. Zastanawia mnie, czemu w Ravenclawie dwie dziewczyny zostały Prefektami? Czy nie powinno być tak, że z każdego domu wybierano chłopaka i dziewczynę? Szczerze mówiąc... podoba mi się taki układ i żałuję, że w książce tego nie było. :D
    Zabieram się za drugi rozdział.
    A, i zastanawia mnie ta przyjaźń Neville'a z Draconem. I inne rzeczy. Ogólnie... niezły kogel mogel się tu zrobił.
    + ciekawi mnie: w czwartej klasie odbył się Turniej Trójmagiczny?
    Aha, i jeszcze jedno. Włochate serce... Nie mogłem skojarzyć, gdzie to usłyszałem/przeczytałem. Ale już wiem! Baśnie Barda Beedle'a? Czy stąd pochodzi ta inspiracja? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, zakładki trochę rozjaśniły mi pewne sprawy. :> Powinienem zajrzeć do nich na samym początku.

      Usuń
    2. Dziękuję za wskazanie błędu!
      Tak, zgadłeś! Baśnie Barda Beedle'a będą miały swój wkład w to opko. :)
      Czy odbył się Turniej? Okaże się w najbliższych rozdziałach. :)
      Czemu dwie dziewczyny? Po pierwsze wypowiadam się na temat systemu prefektów w jednej z zakładek: Jo popełniła błąd matematyczny, więc aby to skorygować, ustaliłam, że na każdym roczniku jest 2 prefektów, a w ostatnim - 2 naczelnych. Rozważam jeszcze zejście do liczby 1 prefekta naczelnego na dom, ale to nie wpływa jak na razie na fabułę, więc wciąż myślę.
      A poza tym Cho jest z rocznika wyżej, więc i tak.

      Sama robię rysunki. :) te z nagłówka, i te z rozdziałów. :) Cieszę się, że się podobają :)

      Nudno byłoby czytać o ludziach, których się tylko lubi. :) Dlatego kreuję moje postaci też na takie, które mogą też powkurzać.

      Usuń
  5. Cześć i czołem! :>
    Zabrałam się za czytanie z dużą dozą sceptycyzmu, ponieważ jakoś nigdy nie przypadały mi do gustu blogi typu ,,co by było gdyby...''. Musze jednak przyznać, że pierwszy rozdział mile mnie zaskoczył.
    Przede wszystkim urzekłaś mnie swoim stylem, na który kładę momentami większy nacisk niż na fabułę. Należę do tych dziwnych ludzi, którzy potrafią czytać nudne jak flaki z olejem książki tylko dlatego, że styl jest ładny, że autor czaruje słowem...
    Nie mniej jednak coś czuję, że Twojemu opowiadaniu nuda nie grozi, choć na chwilę obecną jakoś nie jestem do końca przekonana do kreacji Neville'a. No cóż, zobaczymy, co będzie dalej.
    Pozdrawiam gorąco!
    Nox
    www.cecilleknight.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet się nie dziwię, że jest Ci siężko się przekonać do Neva, bo to marudna cipka. :')
      Cieszę się, że styl nie gryzie i jest gładko i miło!
      I sama też się przyznam, że ja "co by było, gdyby..." osobiście nigdy nie czytywałam. I nigdy nie myślałam, że coś takiego popełnię. :o
      Pozdrawiam i dzięki bardzo mocno za komcia!

      Usuń
  6. Wpadłam tu zupełnie przypadkiem, ale po przeczytaniu opisu opka już wiedziałam, że tu zostanę, bo nigdy nie spotkałam się z takim pomysłem i strasznie mnie zaciekawiłaś :) Po tym rozdziale jeszcze okazało się, że styl masz bardzo dobry, więc czego chcieć więcej? :D
    Trochę nie mogę przyzwyczaić się do tych nowych postaci, ale myślę, że to tylko kwestia czasu. Dziwne jest dla mnie to, że każdy z czwórki przyjaciół jest z innego domu... u Rowling raczej było tak, że te największe przyjaźnie zacieśniały się w domach właśnie, więc ciekawa jestem, jak oni będą spędzać wolny czas - jak się będą zachowywać w dormitoriach, w Wielkiej Sali i wgl. No ale no.. i tak mi się podoba! :D Czekam na Malfoya, bo coś czuję, że też będzie całkiem inny.
    Ej, będzie Ron? :c Bo odczuwam bolesny brak Weasleyów.
    Pozzdrawiam i zapraszam też do mnie ;)
    http://pisujesobie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za komcia! <3
      Właśnie wiem, że u Rowling tak było, a ja chciałam pokazać, że przecież w tak hermetycznym środowisku czarodziejskim dzieci znały się już wcześniej i niekoniecznie musiały olewać przyjaźnie tylko ze względu na przynależność do któregoś domu.
      Będzie, będzie, acz w niezbyt dobrym świetle. :P

      Usuń
  7. Zaciekawiło mnie Twoje opowiadanie, jest naprawdę oryginalne i masz bardzo dobry styl! :) Ciekawi mnie, co oznacza to, że Voldemort wybrał Nevilla, skoro jak widzę Longbottomowie żyją. Swoją drogą Twój Neville to zupełnie inna postać, od tej nam znanej. W ogóle wszyscy tu jacyś tacy mocno ironiczni. Zawsze też zastanawiał mnie sposób pisania dialogów. Nie zrozum mnie źle, są świetne. Tylko zastanawiam się ile jest takich grupek w rzeczywistości, które porozumiewają się tak wyszukanymi zdaniami i sformułowaniami. Cóż. Może gdzieś są. Może to tylko takie inżynierskie spaczenie :p W każdym razie no, będę czytać dalej ;)

    Ps. Gdzie jest Ron? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawi mnie, co oznacza to, że Voldemort wybrał Nevilla, skoro jak widzę Longbottomowie żyją
      - To znaczy, że uznał, że to Neville jest Wybrańcem i tyle. Czy to oznacza, że historia musiała się nudno, bliźniaczo potoczyć? :)

      W ogóle wszyscy tu jacyś tacy mocno ironiczni.
      - No, Nev taki jest, a jak Ci kumpel docina, to się odcinasz. Potem jest wiele scen, w których bphaterowie są ukazani od innych stron też. ;)

      które porozumiewają się tak wyszukanymi zdaniami i sformułowaniami
      - Susan i Harry mówią prostym językiem, Hemriona jest geniuszem, a Nev przejmuje nawyki od Dracona. Też jestem na ścisłych studiach i to przecież nie oznacza, że ludzie mówią do siebie tylko językiem Kali jeść, Kali być, no bez przesady. xD

      Ps. Gdzie jest Ron? :D
      - W nasteępnych rozdziałach, zapraszam! :P

      Usuń
  8. Dzień dobry.

    Platform 9 i 3/4... Nie jesteś J.K. Rowling, prawdopodobnie nie mieszkasz w anglojęzycznym kraju, opko widzę po angielsku... więc dlaczego nie po prostu peron, skoro sama rysowałaś? Ostra reakcja, wiem, nawet za bardzo, ale ja tak nie lubię, gdy wszędzie Polacy szpanują angielskim...

    (W ostatnim czasie Harry’emu przybyło sporo centymetrów, więc tegoroczną wycieczkę na ulicę Pokątną mama urozmaiciła mu kilkugodzinną przymiarką u Madame Malkin. Zrobiło mu się niedobrze na wspomnienie kobiety, która magicznie operowała szpilkami niebezpiecznie blisko jego strategicznych miejsc). Wkradło się powtórzenie (mu).

    Zgrzytają mi (koneksje)w ustach Harry'ego. Widzę, że chłopina już na szósty rok się wybiera, ale takie słowo mi do niego nie pasuje. Chyba że w tym opku Harry to Hermiona w spódnicy.

    Mnie też dziwi, że tak późno dostał pelerynę. Ale lepiej późno niż wcale.

    Trudno się przyzwyczaić do charakterów postaci. Mam nadzieję, że to wywrócenie do góry nogami ma głębszy sens. Lubię opka z kanonem na wakacjach, ale tylko przemyślane i konsekwentne.

    Mam nadzieję, że pokażesz ich od innej strony. Bo tu tylko ironia za ironią i docinki.

    Na razie nie ogarniam charakterów postaci. Raz są zupełnie niekanoniczni, a innym razem bardzo zbliżeni do oryginałów.

    Mam nadzieję, że wplotłaś Cho tylko po to, by ją ukatrupić... Choć Cedric żyje i byłoby go szkoda...

    Plus za pokazanie, że przynależność do różnych domów nic nie zmienia, a dzielenie się poza lekcjami jest nielogiczne i nie fair. I błogosławię Cię za Susan. Jako Puchonka czuję się naprawdę niesprawiedliwie potraktowana, bo Hufflepuff jako jedyny nie miał swoich pięciu minut, a w ff, co tu dużo mówić, Puchoni praktycznie nie istnieją...

    Za styl pisania mogę tylko chwalić. Odpowiednio dobrane, nieprzekombinowane, widocznie skierowane też do młodszych czytelników. Takie chyba niezobowiązujące, przyjemne opko dla zrelaksowania się. Żadnych rażących błędów, ekspozycji (no może czasem), więc tu zapewne jeszcze wpadnę.

    Do zobaczenia.

    ___________________________
    odwaga-gwiazd.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szpanowanie angielskim? Bo jest "platform", a wzorowałam się na bilecie z filmu, gdzie sorry, ale reżyser nie robił specjalnej wersji językowej dla każdego kraju? No weź, to trochę śmieszna, a nie ostra reakcja. :,) Tym bardziej śmieszna, jak się wie, jakie mam podejście do angielskiego i że trochę przemieszkałam w kraju, którego mieszkańcy raczej do Anglików miłością nie pałają.

      Dziękuję za wyłapanie powtórzenia!

      "Trudno się przyzwyczaić do charakterów postaci. Mam nadzieję, że to wywrócenie do góry nogami ma głębszy sens. Lubię opka z kanonem na wakacjach, ale tylko przemyślane i konsekwentne" - wystarczy przeczytać zakładkę o opku albo kolejne rozdziały, już Ci się wszystko rozjaśni, a to gdybanie okaże się bezcelowe.
      I właściwie na całą resztę kolejnych uwag mogę w spokoju odpowiedzieć: wystarczy przejść do następnych rozdziałów, a się przekonasz.

      A co, nie jesteś fanką Cho? :) Właściwie wplotłam ją po to, bo moim celem oprócz ciągnięcia akcji jest też pokazanie zwyczajnych plotek i ploteczek między bohaterami. :)

      Generalnie opko jest celowane w mojego młodszego brata, stąd też rzeczywiście dobre odczucie, że kierowane również do młodszych czytelników. :)

      Dziękuję za komć i pozdrawiam.

      Usuń
  9. Pierwsze, co sobie pomyślałam — cholera, dlaczego ja tego nie zaczęłam wcześniej czytać?
    Drugie — kurwa, gdzie jest spis treści?
    Ale dobra, odkryłam, że te magiczne kwadraciki to taki spis. I od razu nasunęło się trzecie — co się stanie, jeśli ilość rozdziałów (=kwadracików) będzie większa niż miejsce na szarym pasku?
    Cholernie podoba mi się szablon, jaram się, jak to wszystko do siebie pasuje. I ramki, i opis, i nawet te arty z bohaterami, które (jak weszłam na opis o mózgu, to brechłam) pasują nawet do Twojej podobizny.
    Moje serce tańczy na widok takiego AU. Wiem, że pewnie w zagranicznym fandomie na coś takiego od dawna można natrafić (Neville wybraniec, Lily i James żyją, odprowadzają syna na pociąg), ale nigdy czegoś podobnego nie czytałam, często sobie wyobrażałam właśnie taki początek. Może trochę przez to, co było w kanonie (Harry też o tym myślał — że teraz nie żegnałaby go na peronie mama Rona, ale jego własna, coś w tym stylu), a teraz mogę coś takiego przeczytać.
    Nareszcie opko, gdzie Lily nie jest ruda. <3 Już nawet mój mózg przeszedł jej rudością.
    Czyżby imię kota (Pan Kot) to z tej bajki „Dzieciak kontra kot”? XD
    Dokładnie w momencie, kiedy Neville powiedział do Harry'ego po nazwisku (swoją drogą cholernie dziwnie to brzmi, zwłaszcza po kanonie — odświeżam serię i jestem w HP2, kiedy Neville jest jeszcze taki zapatrzony w Harry'ego i nieporadny — chyba dziwniej, niż gdyby Snape zwrócił się do niego po imieniu XD), naszła mnie myśl (oczywiście zapłon godny explorera) — czyje jest to WŁOCHATE serce?
    Trochę zezgonowałam na usłyszenie o HERMIE, ale wybaczam, bo kreacja Neville'a podbiła moje serce. To jest naprawdę ogromne AU, ale jestem bardzo ciekawa, jak poprowadzisz to opowiadanie, skoro nie będzie (co logiczne i oczywiste) Komnat, bazyliszków, ocalania Syriusza i innych.
    Cholernie podoba mi się umieszczenie przyjaciół w różnych domach. To i dialogi, które czyta się w głowie dość realistycznie. Zwłaszcza to wtrącenie Hermiony o horrorach zaleciało mi taką zwyczajną rozmową kilku znajomych.
    Zastanawiam się, co z Ronem. Wiadomo, już na starcie przyjęłam do wiadomości, że to AU, ale to jakiś naturalny efekt uboczny, że człowiek się zastanawia, co u pozostałych ważnych postaci. Domyślam się, że gdzieś tam się szwenda, tak samo reszta Weasleyów, ale i tak z niecierpliwością czekam na jakąś konfrontację. Skoro Harry i Neville tak się zmienili (no, Hermiona nadal jest tą samą przemądrzałą kujonicą, o Susan nie wiemy wiele z kanonu, więc robisz ją, jaką chcesz), Ron też pewnie ma jakąś swoją paczkę i zachowuje się inaczej. W końcu mają po szesnaście lat, o ile dobrze pamiętam.
    „Zmienia miotły jak rękawiczki” — uwielbiam to.
    Cały czas liczyłam, że gdzieś tam w pociągu napatoczy się albo jakiś Malfoy, albo Ron, ale widzę, że nie dasz nam poznać reszty bohaterów przed kolejnym rozdziałem.
    Oczywiście wszystkie ponadrabiam i pokomciuję, ale nie wiem, jak będzie z regularnością, bo wiadomo. Sesja. Kolokwia. Szał nauki. Teraz robię przerwę między statystyką a statystyką. Zostawiam linka i idę sobie, bo jeszcze mnie podkusi czytać drugi rozdział, a nie mogę, bo już sobie postanowiłam, że maksymalnie jeden na dzień. :)
    http://dark-love-riddle.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie czytałaś wcześniej? Bo miałam na sobie pelerynę niewidkę!
      Tak, kwadraciki to spis treści. Też z początku byłam zaniepokojona, co zrobię, ale potem odkryłam, że chciałabym się zamknąć w dwudziestu rozdziałach z całym opkiem. Tak właśnie się pozbywa głupich problemów. :)
      Nie wyobrażasz sobie, jak łechtasz moje ego, bo jestem niedoszłym artystą i przez to, że małemu mózgowi wszyscy wciskali pędzel do ręki, na zbyt długie lata znienawidziłam rysowanie, a teraz jestem już zbyt leniwa, żeby te lata nadrabiać, poza tym wolę liczyć całki i pisać opka.
      Przez to, że nie lubię angielskiego i znam go na poziomie przedszkolnym, mogę spać spokojnie i mam niezmiennie czyste sumienie, ze niczego nie ściągam z opek anglojęzycznych. :D To zabrzmiało, jakbym miała w zwyczaju ściągać z innych opek, chyba powinnam się zamknąć.
      Lily ma kasztanowe włosy, no bo... chyba ma. Kanonicznie. XD Znaczy ja wiem, że większość osób leje na to ciepłym moczem, ale ja lubię kanon i lubię być z nim w zgodzie. XD Poza tym to całkiem realistyczna sprawa, rzadko się zdarza, aby dorosłe kobiety miały naturalne rude włosy. Rude włosy mają zwyczaj wraz z wiekiem kasztanowieć, taki mają dziki włosi spisek i należy to uszanować. :xxxx
      ...Tak! To z bajki Dzieciak kontra Kot. :D <3 Akurat oglądałam, gdy pisałam pierwszy rozdział, no więc jakoś tak wyszło. XD
      Czyje jest włochate serce to tajemnica. :D Ale to chyba nie będzie nic odkrywczego, no więc się przymykam. W sumie do przewidzenia było, że tak odpowiem. XD
      Nie wiem, co aż tak dziwnego i zgonogennego jest w skracaniu imion, to całkiem naturalna rzecz, zwłaszcza wśród przyjaciółek, nikt z moich znajomych nie nazywa mnie Zuzanną. XD A to, że blożkosfera zrobiła z tego, co zrobiła, no i mamy stadia słitaśnych Mionek z wyraźnie zaokrąglonym po wakacjach biustem, to już nie moja wina. XD
      Bardzo się cieszę, że spodobała Ci się i strona dialogowa, i kreacja Neville'a, no i że udało mi się Ciebie zaciekawić. :D
      To, że musiałam chwilę pomyśleć, zanim sobie przypomniałam, w którym rozdziale pojawi się Ron chyba świadczy o tym, że muszę sobie odświeżyć znów własne opko. Ale to może po sesji... :D W każdym razie, pojawi się w trzecim, ale już w następnym uraduję Twe serce pod kątem Malfoyowym.
      Już właśnie wlazłam na dark-love-riddle i w sumie trochę umarłam z powodu ilości rozdziałów, ale sobie postanowiłam, że będę zaglądać regularnie i czytać po prostu do tych już zbetowanych. XD Tak dla komfortu wzrokowego. :D
      No popatrz, masz przerwę między statystyką a statystyką, a ja od 18 zaczynam się uczyć statystyki, a dalej siedzę i komciuję blożki. :) Normalnie chyba musimy sobie upić jakieś różowe bransoletki na znak, że jesteśmy takimi psiapsiółkami, co się telepatycznie wyczuwają i uczą tego samego jednocześnie. </3333333333

      Usuń
  10. Cześć :-)!
    Znalazlam sie tu przez opo mojej drogiej Canis, która pisze świetną historię o Ginny ^^
    Coś mnie tknelo po przeczytaniu Twojego komentarza tak, że postanowilam zobaczyć co piszesz choć raczej rzadko to robię xD
    Przechodząc do meritum - oprócz tego, że się trochę gubię i mam wrazenie że ominęłam coś w stylu -prolog ( ominęłam? Nie widzialam nic wcześniejszego ) to jestem mega zaskoczona, ze nigdy wcześniej nie spotkalam się z blogiem gdzie role zostaly odwrocone. Bo tak to zrozumialam - że Voldemort wybrał Nevilla nie Harrego, ale czy ja wiem? Cos mu nie wyszło? Bo rodzice Nevilla żyją i to mnie trochę zdezorientowalo ( haha jak to brzmi xd )
    Nieraz się zastanawialam jakby to było pewnie na wsutek przemyslen Harrego w pociagu w którejś części xd
    Kolejne co mnie dziwi - czemu to Harry ma dziwne sny a nie Neville?
    Powiem Ci, że nawet mi się spodobało, pisalas, że to opo również dla mlodszych, wiec chyba nie bedzie ociekac erotyzmem - czego nie znoszę w opowiadaniach i psuje mi to całą historię.
    Harry sobie przytyl - NAJLEPSZE XD !!!! To jest tak abstrakcyjne ze aż smieszne, ale na plus ;-)
    Podoba mi się Twój humor, dialogi mają w sobie jakąś iskierkę czegoś pozytywnego ;-)
    Cieszę się, że tu wpadłam, nawet jeśli nie na długo :-)

    OdpowiedzUsuń