(c)
Szablon wykonany przez Renfri przy pomocy: 1, 2, 3, 4.
Zapraszam na drugie opowiadanie: DROGA DO CIEBIE

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Przede wszystkim cieszę się, że mogę Wam nie napisać: przepraszam, że to nie nowy rozdział! Bo to nowy rozdział. Spóźniony jeden dzień i bez nowego obrazka, bo nie mam ostatnio czasu na nic, co wiąże się z czymś robionym na bieżąco. Zdążyłam więc tylko z opóźnieniem wprowadzić betę kochanej Wery Anny. W każdym razie, cierpię na niedoczas i chwilowy życiowy chaos tak bardzo, że tylko z czystej przyzwoitości wklejam rozdział. Bo najchętniej zdechłabym spać. I w takich chwilach kocham zapasy rozdziałów! <3 
Przepraszam, że nie odpowiedziałam na Wasze komcie. Mój szał ciał w pracy ma się skończyć niedługo, wtedy wszystko nadrobię. 

[wyimaginowany obrazek, wierzę w Waszą wyobraźnię]
Wycieczka integracyjna

Po deszczowym weekendzie szybko przyszedł poniedziałek, wcale nie cieplejszy niż poprzednie dwa dni. Mimo zimna i nieprzyjemnej wilgoci w powietrzu, Neville leżał na podłodze klasy na szczycie Wieży Astronomicznej i obserwował sufit. O, na przykład tam, po prawej, znajdowała się bardzo ciekawa plama, trochę jakby przypominająca kształtem ponuraka. Trelawney często o nich wspominała, zwłaszcza gdy wpadała na kogoś na korytarzu. Mówiła wtedy zawsze: 
— Och, nie! Wielki, czarny ponurak czai się w twoich źrenicach! — i uciekała w kierunku Wieży Północnej, gdzie mieściła się jej klasa.
A na przykład tamten zbiór bordowych plam wyglądał jak rozbryzg krwi po uderzeniu. Ciekawe, czy rzeczywiście ktoś tu kiedyś oberwał jakimś czarem, na przykład zaklęciem tnącym.
Neville podrapał się w zamyśleniu po garbatym nosie. Było jeszcze przed obiadem, uciekały mu właśnie zaklęcia a wyszczerbienie w tamtej części ściany wyglądało, jakby jakiś troll przywalił w nią swoją maczugą. Chłopak wykazywał się już dość sporą znajomością kontemplowanej powierzchni, gdyż od rana, zamiast siedzieć na zajęciach, leżał na zimnych deskach i udawał, że cały otaczający go świat nie istnieje. Nawet dobrze mu to szło, bo już tylko co jakiś czas nawiedzała go uciążliwa myśl, że nie ma dla Snape’a właściwie żadnego porządnego wyjaśnienia odnośnie dzisiejszej nieobecności. Pewnie będzie go czekał jakiś okrutny szlaban za tę jawną niesubordynację, ale co zrobić? Przecież gdyby poszedł na lekcje i ignorował nauczycieli, wkurzyłby ich jeszcze bardziej niż swoimi wagarami.
A Neville leżał na podłodze, bo się martwił. Niby powinien jak prawdziwy facet wziąć się w garść, pójść na zajęcia i nie odstawiać scen na pół Hogwartu, jednak nie miał dziś siły na zgrywanie opanowanego Ślizgona, mimo że powód tego trosk był prozaiczny i banalny. Tym bardziej, że na każde zajęcia chodził z Malfoyem, a oglądanie tej jego tlenionej fryzurki, szczelnej maski i ironicznego uśmieszku nie plasowało się zbyt wysoko na jego liście rzeczy, które chętnie by dziś zrobił.
Z jednej strony po ostatnich wydarzeniach związanych z przedziwnym snem Draco i jeszcze dziwniejszą przepowiednią Trelawney kontakt między nimi znacznie się poprawił, z drugiej strony jednak Neville’owi wydawało się, że był to jedynie efekt typowo malfoyowskiej, interesownej potrzeby posiadania oparcia w trudnych chwilach. Zdawało mu się, że gdyby nie ostatnie wydarzenia, ten tleniony dupek dalej by go olewał, obmacując się z Pansy.
Gdyby chociaż wybrali sobie inny fotel! Ale nie, Malfoy musiał być perfidny po całości i rozsiadać się akurat w tym, który odcieniem najlepiej komponował się z włosami Neville’a.
Wredny, głupi gad. 
A Neville właściwie nie oczekiwał wiele. Może jakiegoś sygnału, że przyjaciel rozumie, co zrobił, i że to już się więcej nie powtórzy, a może zwykłego wyjaśnienia, czemu olewał go przez miesiąc. Zgadzał się z Draco, że gdy dowiedział się o tej całej sprawie ze zjadaniem serca kałamarnicy we śnie, nie powinien się na niego boczyć, a te wszystkie złośliwości rzeczywiście mógł sobie wsadzić do kieszeni, zamiast wykrzykiwać je brutalnie przyjacielowi w twarz. Ale punkt kulminacyjny ich sprzeczki już minął, opanowali sytuację, burzliwe emocje opadły, więc należało mu się chociaż słowo „przepraszam”!
W tym wszystkim nie pomagał Neville’owi dodatkowo fakt, że z Draco wciąż działo się coś dziwnego, o czym z początku nie za bardzo chciał rozmawiać, więc kolejny raz musieli bawić się w podchody. Malfoy często, zamiast spać, przesiadywał w nocy przy świecy i pozornie czytał książki. Cienie pod jego oczami z dnia na dzień robiły się coraz większe, a pytany o powód swojej bezsenności, odpowiadał, że to nic. Dopiero wczoraj zdradził, że nieraz nie może zmrużyć oka przez całą noc, bo ma coś w rodzaju parosekundowych koszmarów na jawie.
— To dzieje się nieregularnie — tłumaczył mu Draco. — W jednej chwili normalnie siedzę w klasie czy na obiedzie, a potem jakby tracę świadomość na parę sekund i widzę przed oczami urywek sceny. Jakby ktoś strzelił mnie mocną Drętwotą, przez co bym zemdlał i w tym momencie zamiast ciemności, jak zawsze, widział dziwne, nieznane mi obrazy — ciągnął chłopak. — Na początku zbyt wiele z tego wszystkiego nie rozumiałem, ale potem okazało się, że te urywki łączą się w coś większego... 
Więc usiedli razem i z obrazów, które pamiętał Malfoy, zaczęli układać coś na kształt ogromnych puzzli. Godzinami dopasowywali do siebie różne sceny, aż udało im się uzyskać jedną wielką, logiczną całość. A gdy skończyli, Neville zaczął martwić się jeszcze bardziej niż wcześniej, bo wizja Dracona przedstawiała młodego, przystojnego szatyna wędrującego po dnie hogwarckiego jeziora i majstrującego coś przy wielkiej skrzyni znajdującej się wśród gęstych glonów.
Neville nic z tego nie rozumiał.
Pewnie to nic takiego, pocieszał się w myślach. Szansa, że to nie jest zwykły przypadek, to jak jeden na milion.
No tak, ale przecież słynny amerykański smoker, Murphy, zawsze powtarzał: Szansa jedna na milion sprawdza się w dziewięciu na dziesięć przypadków.
I chyba stary dobry Edward miał rację, bo w głowie Neville’a uparcie kołatała myśl, że to wszystko jest za bardzo ze sobą powiązane. Najchętniej opowiedziałby o wszystkim Hermionie i z nią spróbował znaleźć rozwiązanie, ale Draco kategorycznie zabronił mu rozmawiania z kimkolwiek o jego wizjach.
Dobra, więc podsumujmy, powiedział do siebie w myślach.
Jezioro nie działa.
Kałamarnica nie żyje.
Draco zjada we śnie serce kałamarnicy.
Trelawney przepowiada to w swoim kantorku przy gromadzie Puchonów i Gryfonów, nie mając świadomości, że mówi o Malfoyu.
Potem Draco zaczyna mieć wizje o tym, że jakiś młody facet kombinuje coś na dnie jeziora.
Neville poczuł się, jakby przy ostatnim spostrzeżeniu wrócił na linię startu. Jakkolwiek próbował temu zaprzeczać, widział, że to wszystko jest ze sobą powiązane, ale nie mógł znaleźć wspólnego klucza, który wskazałby rozwiązanie całej sytuacji. Który pokazałby mu, co to wszystko oznacza i do czego zmierza.
Z początku miał nadzieję, że przybycie tego całego Nicholasa Flamela i jego kolegów po fachu cokolwiek zmieni, ale w zasadzie skończyło się na efektownym czarowaniu i tyle. Niby czuł się teraz trochę bezpieczniej, jednak takie nieustanne zabijanie salamander, zamiast gaszenia ich ognistych gniazd, wydawało mu się lekko bezsensowne. Powinni znaleźć i zlikwidować powód powstawania tych wszystkich dziwactw, a nie łagodzić skutki.
Według Neville’a jedynym plusem przybycia znajomych Dumbledore’a był ogrom szczęścia, który ogarnął Hermionę na widok sławnych osobistości wizytujących Hogwart.
— Na diadem Roweny, przecież to jest Kopernik! — krzyknęła, wychylając się z Wieży Północnej. Prawie by wypadła, gdyby Harry jej nie przytrzymał w pasie. 
W piątek po południu wszyscy uczniowie dostali bezwzględny zakaz wychodzenia na błonia, uznali więc zgodnie, że na zewnątrz będzie działo się coś fajnego. Dlatego przykleili się do wszelkich dostępnych okien jak łapaki kąśliwe i oblegli każdą możliwą wieżę niczym gumochłony sałatę Hagrida. I mieli rację — w pół godziny po zakazie opuszczania zamku dyrektor i jego szóstka znajomych pomaszerowali równym krokiem w stronę jeziora. Jak się okazało, Hermiona oczywiście znała nazwisko każdego z nich.
— Och, to Robert Boyle! Mogłam się wcześniej domyślić, o kogo chodzi — skarciła się dziewczyna. — Patrzcie, a z drugiej strony dyrektora stoją Flamel, Einstein, Nietzsche i…
— O, a tego to ja znam — zdziwił się Harry, uświadamiając sobie, że też kojarzy jednego z wielkich magów. — Przecież to Leonardo da Vinci.
Neville miał nadzieję, że to całe ich wystąpienie będzie skutkowało pozbyciem się w końcu czarnej mazi z jeziora i doprowadzeniem ich pięknej wody do stanu początkowego. Dlatego poczuł zawód, gdy parę minut i kolorowych zaklęć wystrzelonych w niebo później okazało się, że dyrektor i jego kumple zajęli się tylko zabezpieczeniem jeziora, a nie jego naprawą.
Na domiar złego, gdy wrócił do dormitorium, okazało się, że Draco znów ma wizję. A raczej jej początkowy urywek, bo resztę „puzzli” zbierali aż do końca weekendu, żeby zorientować się, że tym razem Malfoya nawiedził inny mężczyzna — o wiele starszy i brzydszy niż tamten z dna jeziora. Jego siwe włosy sięgały ramion i były strasznie poplątane, a na twarzy miał same zmarszczki. Siedział na podłodze przestronnego pokoju w kałuży krwi i śmiał się jak szalony. Oczywiście Draco uznał, że to nic takiego, a potem nie spał całą noc, przez co Neville też nie zmrużył oka. Tylko w przeciwieństwie do Malfoya nie potrafił potem udawać, że wszystko jest w porządku i pójść jak gdyby nigdy nic na zajęcia, co doprowadziło go do leżenia na plecach na Wieży Astronomicznej i obserwowania wyszczerbień w suficie.
Jego pozorny spokój został zakłócony dopiero wieczorem — ktoś, Neville’owi nie chciało się sprawdzać kto, wdrapał się po schodach, zrobił kilka kroków w jego stronę, położył się obok i powiedział:
— Wszyscy cię szukają, Nev.
— No nie wierzę, opuściłaś wartę przy Malfoy’u, co się stało? — Nie mógł powstrzymać ironii czającej się w niekoniecznie przyjemnych słowach. Ostatnio Pansy działała na niego jak czerwona płachta na byka.
— Może i jesteś upośledzony, ale nie będę się dla ciebie powtarzać — odgryzła się dziewczyna, natychmiast zmieniając nastawienie.
Przez chwilę panowała pomiędzy nimi nieprzyjemna cisza.
— Nie będę też bawić się w pocieszanie cię i zabawianie tylko dlatego, że zachowujesz się jak dziecko i infantylnymi scenami zwracasz na siebie uwagę połowy zamku — kontynuowała Pansy. — Już pomijając fakt, że takie zachowanie wężowi po prostu nie przystoi. I to, że Draco ma wystarczająco dużo swoich kłopotów, a ty niepotrzebnie dokładasz mu kolejnych.
— Zamknij się — warknął Neville. — Mam już po dziurki w nosie tego, że wszystko kręci się wokół Malfoya.
— Więc co, zaczniesz tupać nóżką i uciekać z zajęć? Co ci to da?
— Nie twój interes.
— A właśnie że mój, Einsteinie — powiedziała, poklepując się po klatce piersiowej. — Nie wiem czy pamiętasz, ale jestem prefektem, więc z łaski swojej zepnij pośladki i złaź do lochów. A jak masz jakieś problemy, to się wypłacz w poduszkę lub rękaw tej swojej szlamy.
Neville leżał chwilę w ciszy, po czym prychnął, rozdrażniony.
— Dzięki za troskę.
— Jak dbasz, tak masz. Trzeba było częściej nazywać mnie mopsicą na korytarzach, może zwiększyłbyś szansę na to, że tego nie usłyszę — rzuciła na odchodne Pansy i trzasnęła klapą w podłodze.
Neville nienawidził zdawać sobie sprawy, że to ktoś ma rację, a on zachowuje się jak czterolatek. Naburmuszony podniósł się więc na nogi i powlókł do lochów, gdzie dalej cuchnęło jak w toalecie po bardzo udanej imprezie. Amatorzy gry w gargulki oblegli już cały zamek, więc fetor wymiocin unosił się niemal w każdym odwiedzanym pomieszczeniu, które nie miało stałego dostępu do świeżego powietrza.
W lochach okazało się, ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich zgromadzonych, że Snape nie wściekł się na Neville’a aż tak, jak się spodziewano. Najpierw na niego trochę nawrzeszczał, potem sobie chwilę posyczał, ale skończyło się na nałożeniu na chłopaka tygodniowego szlabanu, do piątku włącznie. Neville zastanawiał się, czy to nie objaw depresji, bo na wieść o karze poczuł ulgę i szczęście, że jakoś wypełni sobie niepotrzebne, wolne chwile przed wypadem do Hogsmeade.
W sobotni poranek obudził się dość późno, bo poprzedniego dnia po kolacji czyścił dla swojego opiekuna zabrudzone i przypalone kociołki bez użycia magii przez niemal cztery godziny, a potem o północy czekała go jeszcze cotygodniowa praktyczna lekcja astronomii, na którą przez szlabany od Snape’a nie zdążył przygotować wypracowania. Profesor Sinistra była głucha na jego mało entuzjastyczne tłumaczenia — w poniedziałek po zajęciach miał więc zgłosić się do Filcha na odbycie kolejnej kary.
Gdy wstał i zobaczył Dracona w łóżku, poczuł wielką ulgę. Skoro jego Malfoy jeszcze spał, zapewne tej nocy koszmarne wizje nie męczyły go aż tak bardzo. Neville nie chciał budzić przyjaciela, tak więc w ciszy założył czarne jeansy i czarny sweter, po czym poszedł na śniadanie. Umówił się z przyjaciółmi, że po posiłku spotkają się jak zwykle przed wejściem, dlatego po zajęciu miejsca przy stole Ślizgonów, zaraz zatopił się w przepysznym jedzeniu, aby czym prędzej móc wyruszyć do wioski. Przez wydarzenia z poprzedniego wieczora obudził się głodny jak Inferius, przez co zjadał kanapkę za kanapką, aż w końcu natrafił wzrokiem na stojącą nieopodal Hermionę, która przypatrywała mu się z mieszaniną zniecierpliwienia i obrzydzenia jego dzisiejszą łapczywością.
— Pospiesz się, bo zaraz się zrobi kolejka przy wyjściu — zawołała i pokręciła głową z dezaprobatą.
Neville miał w planach skoczyć jeszcze do lochów po swój czarny zimowy płaszcz i siwy szalik, ale dostrzegł przez okno, że pogoda na zewnątrz trafiła im się zaskakująco wręcz dobra, nawet jak na tak wczesną porę. Nawet Filch wydawał się przez to jakiś radośniejszy i podczas zwyczajowego sprawdzania listy uczniów, którzy mieli pozwolenie na wyjście do Hogsmeade, nucił pod nosem jeden z najnowszych kawałków Fatalnych Jędz. Gdy Harry to usłyszał, niemal wylądował twarzą w błocie.
— Uważaj, jak leziesz — warknął na niego Niles Hanley, tegoroczny prefekt naczelny Ślizgonów, który przechodził właśnie obok paczki przyjaciół.
Droga do Hogsmeade nie należała do najkrótszych, jednak tego dnia nawet dłuższy spacer okazał się bardzo przyjemny. Wokół biegało mnóstwo trzecio i czwartoroczniaków, którzy ekscytowali się wyjściem do wioski. Tuż przed nimi przeleciała właśnie Demelza Robins, a za nią pojawił się Ritchie Coote, który próbował dogonić nową ścigającą Gryffindoru.
— Dawaj! Pokaż mu, czemu jesteś w drużynie! — dopingował ją Harry, śmiejąc się w głos.
— Żałosne są te końskie zaloty — prychnęła lekceważąco Hermiona. 
Ponieważ ostatnio wspólny czas czwórki przyjaciół był nieustająco ograniczany przez nauczycieli, nie zdążyli zaplanować niczego specjalnego na ten wypad. Mieli tylko nadzieję na uzupełnienie zapasów słodyczy i napicie się wspólnie kremowego piwa. Gdy więc minęli stację, pierwsze kroki skierowali do Miodowego Królestwa, gdzie przy ladzie kręciła się szczęśliwa profesor Sprout.
— Longbottom! — niemal krzyknęła na widok ulubionego ucznia. — Słyszałeś, co się stało?
Neville był zaskoczony tym nachalnym zachowaniem profesor zielarstwa, ale domyślił się, że kobieta musi być czymś niesamowicie podekscytowana, skoro wrzeszczy do niego przez pół sklepu pełnego innych uczniów. Spojrzał przepraszająco na przyjaciół i podszedł do nauczycielki, żeby nie robić już więcej niepotrzebnych scen.
— Dyrektorowi udało się uratować cieplarnie!
Kobieta wyglądała, jakby bardzo powstrzymywała się przed wyściskaniem go.
— Też mnie to ucieszyło, gdy w środę zobaczyłem je całe i zdrowe — powiedział Neville dość chłodno, co chyba nie uszło uwadze Sprout. 
— Och, przepraszam za to przedstawienie — kobieta ściszyła głos i wygładziła swoją dziwną, zieloną sukienkę obszytą miliardem falban. — Pewnie cię trochę zawstydziłam.
— Nic się nie stało, pani profesor.
— Masz kiepski humor, co? Słyszałam, że przez swoją poniedziałkową nieobecność cały tydzień przesiedziałeś na szlabanach — powiedziała i poruszyła sugestywnie brwiami, sądząc, że to skłoni Ślizgona do zwierzeń.
Neville pomimo całej sympatii, jaką darzył kobietę, zaczął rozważać, czy ktoś nie trafił jej dziś Imperiusem.
— W poniedziałek mam kolejny — rzucił po chwili krępującej ciszy, podczas której profesorka nieustannie falowała brwiami.
— Naprawdę? Co powiesz na to, żebyśmy przenieśli go do cieplarni?
— Czemu? Coś się stało, potrzebna jest pomoc? — spytał wyraźnie zaskoczony.
— Och, dowiesz się na miejscu. Jeśli oczywiście chcesz.
W zasadzie nie miał nic do stracenia, więc przytaknął, podziękował nauczycielce i oddalił się w kierunku trójki przyjaciół, która właśnie kończyła swoje zakupy i zmierzała do kasy.
Harry zdecydował się na nierozpuszczalne lody, mając nadzieję, że może to uchroni go przed ubrudzeniem całej kurtki. Hermiona wzięła opakowanie krewkiej zupy nietoperza, bo ostatnio niezwykle dbała o jedzenie posiłków o odpowiednich porach, a że nie planowali powrotu do zamku na obiad, musiała zorganizować sobie jakiś lunch na miejscu. Najwięcej różnych dziwactw znalazło się jak zawsze w koszyku Susan, której metabolizm bił na głowę nawet szybką przemianę materii Pottera. W połączeniu z niechęcią do większości potraw dawało to efekt niemal anorektyczny, dlatego Neville cieszył się, że dziewczyna choć część masy uzupełniała, objadając się słodyczami — jedynymi produktami jadalnymi, które Susan kochała i akceptowała bezwarunkowo. Gdy odwiedzała Miodowe Królestwo, robiła zapasy jak niuchacz. Właśnie z tego powodu wykładanie wszystkiego na ladę zajęło jej niemal dwie minuty, a pan Ambrozjusz, właściciel sklepu, zaproponował zapakowanie słodkości w trochę droższą magiczną torbę z potrójnym dnem, jedyną, która zdołała pomieścić takie tony smakołyków.
Gdy w końcu udało im się przedostać przez tłum trzecioroczniaków i wyjść ze sklepu, dochodziło południe. Jak na październik pogoda dopisywała. Promienie słoneczne odbijały się od witryn sklepowych, gdy mijali kolejne lokale na Ulicy Głównej. Po obowiązkowej wizycie w sklepie pana Scrivenshafta, gdzie Hermiona uzupełniła swój zapas piór i pergaminów, przyjaciele uznali zgodnie, że skoro udało im się dotrzeć do wioski tak wcześnie, może trafi im się też wolny stolik w Pubie pod Trzema Miotłami. Okazało się, że w ten sobotni dzień rzeczywiście mieli szczęście — w lokalu nie tylko udało im się znaleźć cztery wolne miejsca, ale były to też krzesła przy ich ulubionym stole przy ścianie. Hermiona rozłożyła się z usatysfakcjonowaną miną i poleciła zamówić sobie grzany miód z korzeniami stokrotki.
— Ja biorę rum porzeczkowy — zapowiedział się Neville. — A wam co przynieść? — spytał pozostałej dwójki.
— Ja standardowo kremowe, a patrząc na minę Harry’ego, on pewnie też — powiedziała Susan z lekkim uśmiechem na ustach. — Pójdę z tobą, nie dasz rady przecież przynieść czterech kufli.
Gdy Hermiona i Harry zostali przy stoliku sami, dziewczyna przyszpiliła przyjaciela ostrym spojrzeniem, wycelowała w niego palec wskazujący i spytała:
— Co się tu wyrabia? Co to jest, ten dystans pomiędzy tobą i Susan?
— Jaki dystans? Przecież widzisz, że niesie mi piwo i w ogóle — próbował się wykręcić Gryfon, a jego policzki oblał wściekły rumieniec.
— Ona może i tobie niesie, ale czemu ty nie pobiegłeś przynieść go jej? Wydajesz się być nadąsany, jakbyś się na nią obraził.
— Bo się obraziłem! — żachnął się Harry.
Nie lubił, gdy przyjaciółka bawiła się w detektywa i rozpoczynała te męczące rozmowy o uczuciach. Nie rozumiał sensu w marnowaniu energii na gadanie o takich nieistotnych sprawach.
— To może zamiast się zachowywać jak urażony chłopczyk, porozmawiaj z nią o tym? — zaproponowała Hermiona wszystkowiedzącym tonem i odrzuciła na plecy kosmyki włosów opadające jej na twarz. — Co się właściwie stało?
Ale Harry nie zdążył jej odpowiedzieć, bo Neville z Susan wrócili do stolika. Hermiona nie chciała, aby przyjaciel czuł się skrępowany, postanowiła więc skorzystać z okazji, że wszyscy mają chwilę wolnego i zgromadzili się w jednym miejscu o tej samej porze, więc opowiedziała chłopakom o pomyśle z pergaminami i pierścionkami.
— Zobaczcie, już mam gotowe zestawy dla każdego — to mówiąc, wyciągnęła z torby cztery kartki papieru i cztery srebrne kółka. — Wykorzystałam tu dużo trików, żeby zwiększyć ich funkcjonalność i zmniejszyć szansę na odkrycie. Na przykład posłużyłam się pomysłem Huncwotów na ukrycie mapy.
— Skąd wiesz o mapie? — zdziwił się Harry, który przez dwa miesiące usilnie starał się ukryć przed przyjaciółką prezent od ojca.
— Po pierwsze rozmawiałam z twoją mamą, która kazała cię mieć na oku. Po drugie rozmawiałam z profesorem Lupinem, który, gdy dowiedział się o genialnym pomyśle twojego ojca, kazał cię mieć na oku. Po trzecie poziom twojej konspiracji sięga co najwyżej pięciolatka, więc nawet gdybym została pozbawiona dwóch pierwszych źródeł informacji, i tak bym się zorientowała — zakończyła swój wywód Hermiona, patrząc na przyjaciela z politowaniem. 
Harry wywinął usta w podkówkę i spojrzał na nią wzrokiem zbitego psa.
— I nic mi nie powiedziałaś, cwana lisico.
— Hej, to ja tutaj jestem rudym lisem — obruszyła się Susan.
— Właściwie to śmiem twierdzić, że charakterologicznie do lisa najbliżej jest mnie — wtrącił Neville, popijając swój rum.
— W każdym razie sprawa z tymi gadżetami wygląda tak, że każdy z nas dostanie jeden zestaw: kartkę i pierścionek, które są ze sobą kompatybilne. Aby pergamin działał, należy na niego skierować różdżkę i powiedzieć „kocham Huncwotów” — powiedziała zażenowana Hermiona i zademonstrowała przyjaciołom aktywację zaczarowanego świstka.
— Że co? — Harry zakrztusił się miodowym piwem.
— Hermiono, dobrze się czujesz? — spytał Neville, wybałuszając na nią oczy.
— Nie komentujcie — zastrzegła dziewczyna z grobową miną. — Przeczesałam całą bibliotekę w poszukiwaniu czaru, którego profesor Lupin użył do zakamuflowania ich mapy i niczego nie znalazłam. Musiałam więc poprosić go o pomoc.
— I Lunatyk cię do tego zmusił? — Harry nie mógł uwierzyć, że Remus byłby zdolny do takiego okrucieństwa.
— Niestety trafiłam na zły moment z odwiedzinami u profesora — skrzywiła się Hermiona. — W gabinecie był też Syriusz, czego z początku nie zauważyłam, a gdy usłyszał, jaki mam plan, wymyślił to głupie hasło.
Trójka przyjaciół zaczęła chichotać i pokładać się na okrągłym stoliku. Hermiona zaś siedziała z krzywą miną i rękoma założonymi na klatce piersiowej. W milczeniu czekała, aż pozostali skończą swoje dziecinne wybryki. 
— Ale tak właściwie po co nam to cudo? — spytał Harry, gdy już trochę się uspokoił i otarł łzy z oczu. 
— Żebyśmy mogli się łatwiej komunikować. Osobiście kontynuuję osiem przedmiotów na poziomie owutemowym, jak zapewne pamiętacie, i nie mam specjalnie czasu na bieganie za wami po szkole. 
— Ej, to może nam rzeczywiście ułatwić sprawę — powiedział Neville. 
— I może w końcu będziemy na bieżąco z tym, co się u nas dzieje. Ja na przykład chciałabym wiedzieć, co się wyprawia ostatnio z waszym życiem. To jest jakaś istna komedia, co obserwuję. — Hermiona popatrzyła srogo na swoich przyjaciół i wypiła łyk grzanego miodu. — Powiedzmy, że z tobą załatwię sprawę później. — Zmierzyła Harry’ego przeciągłym spojrzeniem i przeniosła wzrok na Neville’a i Susan. — Ale wy się nie wymigacie od odpowiedzi. Ty raz jesteś na skraju załamania i z tego, co słyszałam, tarzasz się z rozpaczy na błoniach, a raz biegasz radośnie niczym upojona bahanka. 
Susan uśmiechnęła się głupkowato i wzruszyła ramionami, mając nadzieję, że przyjaciółka szybko zmieni obiekt zainteresowań. 
— Ty za to łapiesz szlaban za szlabanem, jakbyś robił to specjalnie, a w poniedziałek nie było cię na zajęciach! — kontynuowała oburzona. — Możecie mi powiedzieć, co jest grane?
Neville westchnął głośno i widząc całkowity brak reakcji ze strony Susan, mimo zakazu Dracona opowiedział przyjaciołom o wizjach Malfoya. Tak jak się domyślał, Hermiona od razu wysunęła przypuszczenie, że mężczyzna na dnie jeziora może być jednym z uczniów. Sam jednak wpadł na ten pomysł już tydzień temu i wspólnie z Draconem podczas środowej przerwy w zajęciach przemierzyli cały zamek wzdłuż i wszerz, nachalnie zaglądając hogwartczykom w twarze i sprawdzając, czy Draco w którymś z nich rozpoznaje mężczyznę z wizji. Bez skutku. 
Hermiona myślała intensywnie nad powiązaniem pomiędzy ostatnimi wydarzeniami, ale na poczekaniu nie udało jej się znaleźć żadnego logicznego połączenia. W końcu poddała się i obiecała, że przysiądzie nad tym w bibliotece i może wtedy wpadnie na coś bardziej odkrywczego. 
Niedługo potem pożegnał się z nimi Harry, bo, jak się okazało, obiecał Ronowi, że odwiedzą razem sklep Zonka. Hermiona ostentacyjnie przemilczała ten temat. 
— Ten Harry to mi ostatnio coś śmierdzi — powiedział Neville zaraz po wyjściu przyjaciela, drapiąc się w zamyśleniu po brodzie.
— No wiesz ty co? — oburzyła się Hermiona. 
— Nie, nie! Chodzi o to, że zachowuje się jak nie-Harry. Niczego nie zauważyłyście?
Dziewczęta spojrzały po sobie i jak na zawołanie obu przypomniała się rozmowa z biblioteki. 
— Masz na myśli to, że niekiedy nas unika? — spytała Susan. 
— Nie tylko. Jest dziwny, milczący. Już od miesiąca nie wyciął żadnego numeru, a przecież dostał pelerynę od ojca — zauważył Neville. 
Hermiona ze zdziwieniem obserwowała troskę malującą się na twarzy przyjaciela. To, zaraz po zawiłym umyśle Luny Lovegood, była największa zagadka jej życia. Neville, odkąd trafił do Slytherinu, na każdym kroku pilnował się, jak tylko mógł. Żałowała, że nie znała go przed Hogwartem i musiała polegać tylko na cudzych obserwacjach, bo ponoć przeszedł metamorfozę tak wielką, że aż wzbudzającą z początku pewne przerażenie wśród jego przyjaciół. Ale, jak powtarzała jej mama: czego to dziecko nie zrobi, żeby dopasować się do otoczenia. A Neville robił dużo, ba, nawet więcej, niżby musiał. Pilnował się przy ludziach ściśle jak Malfoy, a żarty miał nieraz cięte jak Parkinson. I tylko dwie osoby potrafiły tę jego idealną, sztuczną równowagę zburzyć. 
— Ja w ogóle nie wiem, co on ostatnio robi — wtrąciła Susan. — Nie chcę wyjść na plotkarę, ale na początku października chyba rzeczywiście coś mu odwaliło. Od tej sprawy ze snem Malfoya raz mnie unika, a raz za mną lata. Chociaż od dwóch tygodni jest już raczej tylko to pierwsze… 
— A co się wydarzyło dwa tygodnie temu? 
— Ja… miałam zły dzień.
Neville schował twarz w dłoniach, załamany. 
— Mam was po dziurki w nosie. Albo zaczniesz gadać, albo wychodzę i wsadźcie sobie wtedy te wasze pergaminy i pierścionki do tyłka — warknął, rozdrażniony. — Zachowujecie się wszyscy jak jakieś księżniczki. Malfoy oczywiście sam z siebie niczego nie powie, zwykle trzeba go ciągnąć za język. Potter nigdy sam nie gada, bo chyba twierdzi, że przy tak niskim ilorazie inteligencji jakakolwiek próba autorefleksji go zabije. — Chłopak wywrócił oczami i pociągnął łyk rumu w chwili przerwy. — Ale teraz jeszcze dołączyła do tego księżna Bones, która, wielce pokrzywdzona przez los, musi znów wrócić do centrum uwagi i narobić trochę szumu wokół siebie, bo...
— Neville! — powiedziała ostro Hermiona. — Rozumiem twoje zirytowanie, ale chyba trochę przesadzasz. 
Susan siedziała sztywno na krześle i tępo wpatrywała się w swoje dłonie. Słowa Neville’a spowodowały istny zamęt w jej głowie. Czuła się, jakby ktoś uderzył ją w twarz, ale jednocześnie jakaś część jej mózgu krzyczała: Hermiona stanęła w twojej obronie!, a do jeszcze innej zaczęło powoli docierać, że Neville ma rację, a ona robi niepotrzebne sceny. Podniosła wzrok. Przyjaciele chyba oczekiwali, że się załamie, zamknie w sobie, ucieknie i więcej do nich nie odezwie. Patrzyli na nią w napięciu, milcząc. 
— Nie, to prawda — odezwała się cicho. — I tak wam powiem, i tak chcę wam powiedzieć, ale przecież muszę odstawić swoją scenę, no nie?
Uśmiechnęła się słabo i założyła opadający kosmyk włosów za ucho, a zaraz wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić. Oczywiście pominęła dyskretnie tę część o Hermionie, nie miała ani siły, ani ochoty na kłótnie w miejscu publicznym, ale opowiedziała im o dziwnej sytuacji w pokoju wspólnym, o swoim chwilowym dołku i rozpaczliwym locie nad jeziorem. 
Hermiona z początku siedziała wyraźnie znudzona i jakby zażenowana problemem przyjaciółki — zwłaszcza tą częścią związaną z Rogerem Malone’em i załamaniem Susan — jednak wraz z wieścią o przezroczystej postaci znad jeziora ożywiła się znacznie i zaczęła marszczyć brwi w zastanowieniu, aż w końcu nie wytrzymała i przerwała pytaniem wywód Rudej: 
— I ta postać coś krzyczała? 
Susan spojrzała na nią zaskoczona. Właśnie opowiadała, że niemal umarła, a Hermiona zwróciła uwagę tylko na skrzek tej dziwnej istoty? 
— Tak, ale nie zrozumiałam ani słowa. Wybacz, nie mówię w jeziornym — skrzywiła się, zniesmaczona zachowaniem przyjaciółki. 
No tak, czego się mogła spodziewać. 
— Nie, przepraszam — zreflektowała się Hermiona. — Wybacz mi moje suche podejście do tematu, ale chyba byłaś świadkiem czegoś, co może nas naprowadzić na rozwiązanie tego wszystkiego. 
— Ej, coś w tym jest — powiedział Neville i otworzył szeroko oczy, rozbudzony. — Skoro z jeziorem coś się stało, to kto będzie wiedział lepiej, co takiego, jak nie morskie stworzenia, które były tego świadkami? 
— No ale mamy chyba problem. Tylko ja to słyszałam, a nie mam pojęcia, co to było za stworzenie ani co to za język. A jezioro zostało już zabezpieczone. 
Między przyjaciółmi zapadła cisza. 
Hermiona siedziała przez chwilę w skupieniu, aż w końcu powiedziała:
— Nie pozostaje nam więc nic innego jak znaleźć jakąś myślodsiewnię. 

21 komentarzy:

  1. Nie mam wyobraźni. Chcę obrazek :(.

    OdpowiedzUsuń
  2. Było jeszcze przed obiadem, uciekały mu właśnie zaklęcia a wyszczerbienie w tamtej części ściany wyglądało - przecinek przed "a"
    maczugą.Chłopak - brak spacji
    Niby powód prozaiczny i banalny, powinien jak prawdziwy facet wziąć się w garść, - podmioty
    Nevillenic z tego nie rozumiał. - brak spacji
    Jezioro nie działa. - a jak powinno działać?
    szalony.Oczywiście - brak spacji
    szlabanach— - jak wyżej
    czy ktoś nie trafił jej dziś Imperio - a nie Imperiusem? Imperius to nazwa zaklęcia, wydaje mi się, a Imperio to formułka wypowiadana podczas rzucania.
    miejscu.Najwięcej - brak spacji
    choć część masyuzupełniała, - jak wyżej
    Gdy w końcu udało im się przedostać przez tłum trzecioroczniaków i wyjść ze sklepu dochodziło południe. - przecinek przed "dochodziło", ze względu na "gdy"
    bo- - czy to nie jest przypadkiem angielski zapis urwanej wypowiedzi? W książkach spotykałam się jedynie z wielokropkami, nigdy dywizami czy czymkolwiek innym.

    Moja reakcja na brak obrazka: https://www.youtube.com/watch?v=07So_lJQyqw

    Te parosekundowe koszmary na jawie Malfoya mocno kojarzą mi się z wizjami Harry'ego. Celowe czy nie - chyba nie tylko mnie takie skojarzenie nasunęło i nasunie się na myśl podczas czytania. Koszmary Harry'ego też nie zdawały się trwać długo, zasypiał i budził się na tych samych zajęciach (jak na przykład było na wróżbiarstwie z Trelawney), też go te sny wyczerpywały fizycznie i psychicznie. Ale też odrobinę różnią się tym, że przecież Harry zasypiał, a Draco ma te koszmary bardziej na jawie.
    Z jednej strony rozumiem, dlaczego zdecydowałaś się na użycie znanych nam nazwisk na przyjaciół Dumbledore'a - trochę głupio byłoby rzucać nazwiskami OC, które magicznie znałyby wszystkie postaci, a czytelnik nie. Z drugiej dla mnie przedobrzyłaś i to dość mocno - gdyby wpleść takiego Einsteina między OC, bardziej pasowałoby to do całości, a nie tak, że zabierasz połowę światłych (naszych) mugolskich umysłów i na siłę wciskasz im łatkę wielowiecznych czarodziejów. Za dużo, wyszło trochę nachalnie. No i jeszcze ten da Vinci na sam koniec... Przewróciłam oczami.
    Strofuje mnie, dlaczego Susan postanowiła zdradzić Hermionie i Neville'owi - niezbyt, eee, czułym osobom - dlaczego miała aż takie wahania nastrojów tamtego dnia. Skoro w poprzednim rozdziale aż tak narzekała na Hermionę, była świadoma, że nie może z nią porozmawiać o takim rodzaju problemów, w życiu nie spodziewałabym się, że postanowi zwierzyć się nie tylko jej, ale i Neville'owi, który nie dość, że przed chwilą trochę zrównał ją z ziemią, to jeszcze się przy tym uniósł. Tak, Hermiona stanęła w obronie Susan i uciszyła Neville'a, ale podkreślenie Susan (Hermiona stanęła w mojej obronie!) wskazuje, że to musi być dla niej coś zupełnie abstrakcyjnego. Owszem, może zmotywować do zwierzeń, ale też służy za przypomnienie, że Hermiona najwyraźniej nigdy jej nie broni. Jakoś tak mnie to ubodło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te spacje! Niestety coś mi się sksuło podczas przesyłania rozdziału i nawet nie podkreślało potem sklejonych wyrazów. :( W ogóle i tak dziwię się, że ten rozdział tak dobrze wygląda, bo naprawdę działy mi się z nim różne dziwne rzeczy. Podejrzewam, że gdyby był pisany na papierze, to byłby ten z przypadek, gdy akurat przypadkiem zjada go pies.
      "Jezioro nie działa. - a jak powinno działać?" - nie chodzi o działanie dosłowne, Nev sobie to tak nazywa trochę potocznie, w myślach, że jezioro jest zatrute -> zepsuło się -> nie działa jak powinno.
      "czy ktoś nie trafił jej dziś Imperio - a nie Imperiusem? Imperius to nazwa zaklęcia, wydaje mi się, a Imperio to formułka wypowiadana podczas rzucania" - szczerze nie mam pojęcia, zgłębię temat
      "Gdy w końcu udało im się przedostać przez tłum trzecioroczniaków i wyjść ze sklepu dochodziło południe. - przecinek przed "dochodziło", ze względu na "gdy"
      bo- - czy to nie jest przypadkiem angielski zapis urwanej wypowiedzi? W książkach spotykałam się jedynie z wielokropkami, nigdy dywizami czy czymkolwiek innym" - tu też musiałabym poszperać, nie wiem
      Dzięki za wszystkie uwagi. Co do Susan - jest to zachowanie całkowicie, nie powiem, że logiczne, ale występujące w naturze. Ja mam zupełnie inny charakter i też kompletnie tego nie kumam, ale wielu moich znajomych się tak zachowuje, że w chwilach, gdy czują się samotni, wygadają się kurde komukolwiek, nawet komuś, kto ich potem ośmieszy. No a oni, choć mało przychylni, po prostu są zawsze. Są trochę jak rodzina, której nie trzeba lubić, ale ostatecznie Cię wesprze.
      Sorry, że tak krótko, ale dalej z czasem u mnie krucho. Ściskam mocno i pozdrawiam w te ciepłe dni!

      Usuń
  3. O kurczaki! Ile się tutaj dzieje.

    Od tego i wcześniejszego rozdziału bezwzględnie shipuję Harry'ego i Susan. Najlepszy moment to była chyba scena przy jeziorze i późniejsza rozmowa - tak, zdecydowanie. Rozczuliła mnie też ta "samotność" Susan, której brakuje zwykłej, babskiej rozmowy. Trzeba przyznać, że Hermiona niezbyt się do tego nadaje, ale myślę, że byłaby w stanie przestawić Rudą na odpowiednie tory. Zgaduję, że ta rozmowa należałaby do jednej z tych najbardziej groteskowych (przyszpilenie Susan po jednej z lekcji, ta mówi o swoich uczuciach i innych pierdołach, Hermiona bez zastanowienia przeanalizowałaby całą sytuację przy akompaniamencie wielkich rumieńców zażenowania tej drugiej - cudo! ❤).

    Czyżby Malfoy tutaj pełnił rolę Wybrańca? Te wizje są dość niepokojące, trza przyznać. I te duchy... Moje myśli idą w kierunku trytonów - skrzek i te sprawy. Ale widzę, że Hermiona też ma jakiś pomysł (albo chociaż jego zalążek). I ciekawam, skąd wezmą myślodsiewnię.

    Z tymi pierścionkami i zmianą kolorów (chyba? Bo przeczesałam fragment o tym, jak Hermiona przedstawia swój pomysł, i nie znalazłam ani jednej wzmianki o tym, w jaki sposób będą ich te pierścionki informować - albo ślepam, albo mała wpadka) może być problematyczne. Ciepło albo chłód byłyby lepszym rozwiązaniem, ewentualnie krótki impuls czy cóś.

    Pozdrawiam,
    C.

    PS I obrazek być musi, bo moja wyobraźnia wymięka i nie ma pojęcia, jak go wizualizować. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz!
      Chyba rzeczywiście nie pomyślałam o tym, żeby już tu zaakcentować, na jakie "sygnalizowanie" zdecydowała się Hermiona. Pojawia się to później, ale tu mi jakoś umknęło.
      Obrazki są już w trakcie przygotowań. :)
      Co do Susan i jej życia uczuciowego, widzę, że niezłą burzę wywołałam. xD Ile oczekiwań! :D
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  4. Hej :) Zostałaś przeze mnie nominowana do LBA.
    Więcej informacji na moim blogu ;)

    http://dramione-zapomnijmyoprzeszlosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, aczkolwiek nie biorę udziału w takich rzeczach. Niemniej niezwykle mi miło, że o mnie pomyślałaś. :)
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  5. Juhuuu! Nowy rozdział! Jak zawsze ganialny. Nie wiem czemu, ale zawsze miałam sentyment do Hogsmeade i do wszystkiego co tam się dzieje, więc bardzo przypadł mi do gustu. Syriusz i jego pomysły... padłam i nie wstałam XD fajne te ich rozkminy. Choć Nev mbie zaczyna trochę denerwować tym rozczulaniem się nad sobą. Lepiej niech się weźmie w garść jak prawdziwy mężczyzna. Harry zazdrosny o Susan? Wieje nieodwzajemnioną miłością! Nie mogę się doczekać co wyniknie z tej myślodsiewni. Pisz szybko kochana <3
    Pozdrawiam,
    Sleepka ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz!
      Oj, Nev będzie jeszcze dużo bardziej i dużo częściej irytujący. :D Ale ktoś musi Was drażnić. :*
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Cześć, jednym tchem nadrobiłam rozdziały i przepraszam za przerwę, ale faktem jest, że miałam problemy zdrowotne i rodzinne.
    ILE TU SIĘ NADZIAŁO - po pierwsze! Wizje Malfoya bardzo mnie intrygują i dają do myślenia. Może on jest teraz Wybrańcem? Heh.
    "— Mam was po dziurki w nosie. Albo zaczniesz gadać, albo wychodzę i wsadźcie sobie wtedy te wasze pergaminy i pierścionki do tyłka — warknął, rozdrażniony. — Zachowujecie się wszyscy jak jakieś księżniczki. Malfoy oczywiście sam z siebie niczego nie powie, zwykle trzeba go ciągnąć za język. Potter nigdy sam nie gada, bo chyba twierdzi, że przy tak niskim ilorazie inteligencji jakakolwiek próba autorefleksji go zabije. — Chłopak wywrócił oczami i pociągnął łyk rumu w chwili przerwy. — Ale teraz jeszcze dołączyła do tego księżna Bones, która, wielce pokrzywdzona przez los, musi znów wrócić do centrum uwagi i narobić trochę szumu wokół siebie, bo-" - AŻ MUSIAŁAM ZACYTOWAĆ. Tak mi się podobał ten tekst, że pokochałam tego Neville.
    Harry + Susan - Husan. Najlepsi <3
    Tak więc, ja też zabieram się do pisania rozdziału, mam nadzieje, że wpadniesz jeszcze na mój blogasek ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Dzięki za komentarz. :) Też mam ostatnio trochę przerwę w internecie, bo WSZYSTKO, ale już nie będę się rozczulać. :) Niemniej miło mi, że mimo problemów, miałaś czas, by zajrzeć i nadrobić zaległości. :) Na pewno wpadnę do Ciebie, gdy odkopię się z własnych. :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Po krótkiej przerwie od blogowania, przeczytałam włochate <3 porządnie jeszcze raz. Kojarzy mi się taki zgrzyt z pierwszego rozdziału (nie pamiętam momentu, ale mogę go znaleźć jak coś): ktoś przy stole Ślizgonów już się zajadał, a dopiero potem na stole pojawiło się jedzenie. Ale znając mnie, to pewnie po prostu źle przeczytałam xD
    Ostatecznie podjęłam decyzję co do Susan i Hermiony. Pierwsza jest zwyczajnie zagubiona, taka po prostu nastolatka i wiem, że na pewno ją lubię. Mam oczywiście już dla niej idealnego partnera, ale chyba nie jestem pierwszą fanką takiego parringu... ale jak ich nazwać? Surry? Hasan? Na górze widzę Husan, też może być xD
    Z kolei Hermiona (co do niej miałam wątpliwości przez pierwsze rozdziały) jest zbyt przemądrzała i "dorosła", dlatego zdecydowanie spada w moim rankingu.
    Wizje Malfoya i sny Pottera pewnie łączą się jakoś z faktem, że to Neville ma być Wybrańcem - tak mi przynajmniej intuicja podpowiada :)
    Generalnie odnoszę wrażenie, że ich paczka jest taka jakaś sztuczna. Strasznie dużo myślą o tym, co w niej nie gra, kogo w niej nie lubią i jakoś tak nie wierzę w szczerość tej przyjaźni. Nie wiem, czy to celowe czy tylko ja to tak odbieram.
    No i ciągle mało o Voldim, ale to wypada akurat naturalne, bo dla nich to przecież normalne, że kiedyś tam zniknął, dlatego fajnie, że nie podajesz tego wątku od razu na tacy.
    Czekam na więcej.
    Kocham Huncwotów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jo, rzeczywiście! Masz rację z tym jedzeniem. xD To efekt tego, że manipulowałam trochę kolejnością akapitów i byk się wkradł. Dziękuję, kłaniam się nisko.
      Surry brzmi jak surykatka, Hasan... Chyba jeszcze gorzej. To może dlatego jeszcze nikt ich nie shippował. xD
      Wydaje mi się, że taka "sztuczność" paczek jest właśnie... naturalna. Bo, no, ja nie wierzę w kochające się paczki bez problemów. Coś takiego może się pojawiać w serialach, w życiu codziennym nie istnieje coś takiego jak paczka przyjaciół, którzy w ogólnym wymiarze nie mają niczego do siebie i każdego dnia żyją i rozmawiają całkowicie bez kłótni i krzywych spojrzeń/komentarzy. Tym bardziej, że to nie jest paczka przyjaciół, która zawiązała się jako świadomy wybór dojrzałych osób, a coś losowego - ich rodzice się kumplowali, są przyjaciółmi z dzieciństwa. Są ze sobą, bo potrafią się znosić i wspierać, a nie dlatego, że pasują pod kątem charakterologicznym. Hermiona, która się dokoptowała, chłopcom jak najbardziej nie przeszkadza (w ogólnym zarysie), ale zgrzyta z Susan, co jest chyba najbardziej wyraźne. A czy reszta gdzieś jakoś specjalnie analizuje i hejtuje resztę? Raczej tego nie widzę. Ale jeśli coś Ci się szczególnie rzuciło w oczy, bardzo chętnie się dowiem, co! :)
      Pozdrawiam ciepło i bardzo dziękuję za tak rozbudowany komentarz :)

      Usuń
  8. Szósty rozdział mnie rozwalił, wybacz brak komentarza pod nim :P.
    Mój ship -> Harry i Susan, niech oleje tego Rogera, po sześciu latach się zainteresował chłop, pff.
    Hermiona mnie trochę drażni, nie wiem czemu, po prostu drażni.
    Neville i konfrontacja z Pansy, czekałam na to i liczę na więcej.
    Jezioro coraz bardziej tajemnicze, Malfoy z wizjami, będę czekać na kolejne rozdziały z coraz większą niecierpliwością.
    Zamawiam ten wynalazek Hermiony, po prostu chcę razem z tym cudownym hasłem.
    Nie mam weny na dłuższy komentarz, wiesz, że kocham Twoje dzieło.

    A i nominowałam Cię do LBA, na marginesie :P
    http://wielka-kaplanka.blogspot.com/2016/07/liebster-blog-award-1.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz!
      Ha, jak kiedyś uda mi się posiąść umiejętności magiczne, na pewno będziesz pierwszą osobą, której sprawię wynalazek Hermiony. :P
      Dziękuję za nominację, ale niestety nie bawię się w LBA. :( :)
      Pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  9. Od tego rozdziału bezwzględnie shipuję Harry'ego z Susan.
    Nie wiem czemu, ale polubiłam Pansy. Ma cięty język, ale nie jest zadufaną w sobie wielbicielką Malfoya, jak w kanonie.
    Koszmary Draco są intrygujące. Czyżby on pełnił rolę Wybrańca? W sumie Potter miał podobne, tyle, że on spał.
    Syriusz jest the best. "Kocham Huncwotów". ♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo w kanonie mamy obraz Pansy okiem Harry'ego. Wiele osób i ich rysów psychologicznych jest mocno zniekształconych przez jego punkt widzenia. Tu natomiast mamy deformację postaci przez punkt widzenia moich głównych bohaterów. Tak się dzieje, gdy mamy narrację personalną. :) Cieszę się, że podobał Ci się ten obraz Pansy.
      Dziękuję bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam ciepło! <3

      Usuń
  10. Oj biedna ta Susan, biedna. Jak ja bym miała takich przyjaciół jak Hermiona i Neville to na jej miejscu w życiu nie zdecydowałabym się na zwierzanie z problemów, których na pewno nie zrozumieją. Spodziewałam się raczej, że po ostrym komentarzu Neville'a ucieknie z płaczem i zaszyje się w dormitorium na resztę dnia...
    Hermiona mnie wkurza. Może dlatego, że znam sytuację Rudej i wiem jak się przez nią czuję, a może dlatego, że po prostu jej wymadrzaly i wyniosły charakter nie bardzo przypada mi do gustu. Może jak dziewczyny pogadają kiedyś szczerze o uczuciach i tej ich całej pseudo przyjaźni, to zmienię zdanie, ale póki co to jak Hermiona traktuje Susan i jak Ruda się przez nią czuje łamie mi serduszko :c A propo złamanych serduszek... Harry to taka pierdoła. Zamiast walczyć o Susan, to ten się obraża jak baba i czeka niewiadomo na co. Chyba na to aż ten cały Roger, czy jak mu tam, sie za nią weźmie xD
    Intrygują mnie bardzo wizje Malfoya. Trochę nie w porządku ze strony Neville'a, że powiedział o tym przyjaciołom, skoro tamten sobie tego nie życzył. No ale może wspólnie dojdą do tego, co to może właściwie znaczyć.
    Czekam na kolejny i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Priorytetowo zaglądam do Ciebie, jak znajdę chwilę. :/ Odkładam powrót do reszty Twojego tekstu już chyba trzy miechy, aż wstyd. :/
      No właśnie chciałam tu pokazać, że Susan nie jest do końca typem osoby samowystarczalnej. Że mimo takiego odbioru ze strony przyjaciół, ma tak wielką potrzebę dzielenia się z kimś swoimi problemami, że bierze, cokolwiek ludzie jej dają - nawet krzywdzącą ocenę i reakcję przyjaciół.
      Tak, Harry to moja ulubiona pierdoła. xD Ale Harry zawsze był pierdołą w kwestii życia uczuciowego, patrz: kanon. :D
      No i właśnie tu mamy dylemat moralny Neville'a. Powiedzieć Hermionie = mieć większe (największe z możliwych) szanse, że uda mu się pomóc przyjacielowi, czy nie powiedzieć i dotrzymać słowa? Czasami człowiek staje przed ciężkimi wyborami. :)

      Dziękuję bardzo za komentarz i pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  11. Coraz bardziej przekonuję się do Neville'a-Ślizgona. :D
    Gdyby chociaż wybrali sobie inny fotel! Ale nie, Malfoy musiał być perfidny po całości i rozsiadać się akurat w tym, który odcieniem najlepiej komponował się z włosami Neville’a. Hihi. <3 :')
    Neville przypomina mi też trochę siebie, jeśli chodzi o to infantylne zachowanie. ;d Ale mogę się mylić.
    W ogóle jara mnie pomysł, żeby Kopernik, Einstein, Nietzsche, Da Vinci i Boyle byli czarodziejami <3 (choć sam kiedyś miałem podobny pomysł, chciałem, żeby Nietzsche był likaninem :v).
    Nie dziwię się Longbottomowi, że olał zaklęcia, pewnie też bym tak zrobił.
    Nierozpuszczalne lody... Przydałby mi się taki wynalazek. :>
    Uwielbiam to, jak na każdym kroku podkreślasz... potterowskość tego uniwersum. XD Rozumiesz, co mam na myśli?
    — Skąd wiesz o mapie? — zdziwił się Harry, który przez dwa miesiące usilnie starał się ukryć przed przyjaciółką prezent od ojca.
    — Po pierwsze rozmawiałam z twoją mamą, która kazała cię mieć na oku. Po drugie rozmawiałam z profesorem Lupinem, który, gdy dowiedział się o genialnym pomyśle twojego ojca, kazał cię mieć na oku. Po trzecie poziom twojej konspiracji sięga co najwyżej pięciolatka, więc nawet gdybym została pozbawiona dwóch pierwszych źródeł informacji, i tak bym się zorientowała — zakończyła swój wywód Hermiona, patrząc na przyjaciela z politowaniem.

    <3 Uwielbiam humor tego opka... :')))
    Aby pergamin działał, należy na niego skierować różdżkę i powiedzieć „kocham Huncwotów” — powiedziała zażenowana Hermiona i zademonstrowała przyjaciołom aktywację zaczarowanego świstka.
    — Że co? — Harry zakrztusił się miodowym piwem.
    — Hermiono, dobrze się czujesz? — spytał Neville, wybałuszając na nią oczy.
    — Nie komentujcie — zastrzegła dziewczyna z grobową miną. — Przeczesałam całą bibliotekę w poszukiwaniu czaru, którego profesor Lupin użył do zakamuflowania ich mapy i niczego nie znalazłam. Musiałam więc poprosić go o pomoc.
    — I Lunatyk cię do tego zmusił? — Harry nie mógł uwierzyć, że Remus byłby zdolny do takiego okrucieństwa.
    — Niestety trafiłam na zły moment z odwiedzinami u profesora — skrzywiła się Hermiona. — W gabinecie był też Syriusz, czego z początku nie zauważyłam, a gdy usłyszał, jaki mam plan, wymyślił to głupie hasło.
    :'D Syriusz <3
    Hermiona taka kochana. <3 Tak bardzo martwi się o wszystkich. <3
    W ogóle dziwne, że w uniwersum potterowskim nie ma czegoś w stylu telefonów komórkowych... Powinni dawno coś takiego opatentować!
    Może Hermiona założy coś w stylu swojej własnej sieci pergaminów mobilnych? :v Hogwart's Mobile? Hyhy
    Ta myślodsiewnia brzmi interesująco...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie nie wiem, czy nie przesadziłam z ilością znanych postaci i czy to nie trochę wsiowe, ale trudno, uznałam, że YOLO, to tylko opek, pobawmy się. xD
      "Uwielbiam to, jak na każdym kroku podkreślasz... potterowskość tego uniwersum. XD Rozumiesz, co mam na myśli?" - rozumiem i cieszę się, że to zauważasz i doceniasz, to jara moją duszę. <3
      Jakie Hogwart's Mobile, G-Mobile xD od Granger Mobile, trzeba promować swoje nazwisko, jak się chce zaintnieć w świecie xD

      Jak tak cytujesz i mówisz, że humor Ci się podoba, to cieszysz mózg, cieszysz. <3

      Usuń